Patryk Dziczek jest czwartym piłkarzem w historii Piasta, który trafił do włoskiej ligi. Od tego sezonu wychowanek gliwickiego klubu związał się  pięcioletnim kontraktem z Lazio Rzym.

Południowy szlak przetarł Kamil Glik, ale to był wychowanek Wodzisławskiej Akademii. Do Gliwic trafił z głębokich rezerw Realu Madryt. Kamil Wilczek, także wychowanek WAP był kolejnym zawodnikiem, który próbował swoich siła na włoskiej ziemi, ale bez powodzenia. Radosław Murawski to już był gliwiczanin z krwi i kości. „Dziku” mieszkał w Bojszowie, ale już jako ośmiolatek trafił do Piasta pod skrzydła Witka Czekańskiego.

– Dobrze pamiętam ten dzień. Ogłosiliśmy nabór z rocznika 1998. Na Sokoła zgłosiło się ze 20 chłopaków. Wśród nich był Gojko, Alek Sopel i Dziczek. Patryka zapamiętałem, bo miał bardzo dobre warunki fizyczne. Od reszty był wyższy o głowę. Od razu też rzuciło się w oczy, że czuje piłkę i potrafi nią operować. Widać było, że ma do tego smykałkę. W zasadzie od razu stał się liderem tej drużyny – wspomina Czekański.

Utalentowanych ośmiolatków nie brakuje. Sęk w tym, że wielu z nich szybko się zniechęca,  a nawet jak przetrwają pierwsze lata, to z czasem zaczynają być dla nich ważniejsze inne rzeczy. Dziczek jednak był zawzięty na piłkę.

– Od początku to był chłopak z charakterem. Nie raz trzeba było z nim odbyć męską rozmowę, ale wiedział, że chce grać w piłkę. Ciężko go było zdjąć z boiska na zmianę, po treningu zostawał by jeszcze poćwiczyć. Bardzo dużą rolę w jego sportowych ukształtowaniu odegrał ojciec. Też trenował piłkę, może wybitnym zawodnikiem nie był, ale  widział jak mu doradzić, nawet  z nim grał przy domu czy na boisku w Bojszowie – opowiada Czekański.

P. Dziczek – trzeci od lewej, górny rząd.                                                                                                                      Fot:. A Oksztul

Dziczek trafił do klasy sportowej pod skrzydła  innego szlifierza piłkarskich diamentów – Bogusława Nazarkiewicza. Tam dalej wspólnie z Czekańskim trenowali jego i kolegów z tego utalentowanego rocznika. Aby jeszcze przyśpieszyć jego rozwój Dziczek rozgrywał mecze i turnieje w roczniku 1997, gdzie trenerem był Błażej Walczak, który także dołożył cegiełkę w kształtowaniu już piłkarza  Lazio Rzym.

– Starałem się  żeby chłopcy grali z jak najlepszymi drużynami. Dlatego jeździliśmy nawet na dalekie turnieje czy mecze towarzyskie. Pamiętam jak zagraliśmy z Legią Warszawa. Tam byli wyselekcjonowani starannie chłopcy, a myśmy od nich nie odstawali. Zaraz potem warszawiacy chcieli podkupić kilku chłopaków. Zrobiłem zebranie z rodzicami i udało mi się przekonać ich, żeby zostali w Gliwicach. Tam by mogli przepaść – zdradza Czekański.

Gdyby nie ta determinacja byłego piłkarza Piasta i wychowawcy młodzieży, to być może na konto Legii by wpłynęły dziś miliony,  które dostał klub z Okrzei.

Dziczek rósł, rozwijał się i już w wieku 16 lat trafił do szerokiej kadry pierwszego zespołu. Jednocześnie grał w rezerwach i juniorach, gdzie trenerem był Marcin Domagała. To był najlepszy okres ostatnich lat dla młodzieży Piasta. To za jego kadencji Piast grał w Centralnej Lidze Juniorów, a rezerwy rywalizowały w III lidze i gdyby nie reforma, pewnie by się w iej utrzymały. W końcu jednak przyszedł wymarzony debiut w Ekstraklasie. Dokładnie 5 czerwca 2015 roku Dziczek wyszedł w pierwszej jedenastce na mecz z Cracovią. Miał wówczas 17 lat. Tego swojego pierwszego występu nie będzie jednak mile wspominała. Wychowanek Piasta wyglądał na całkowicie zagubionego i przestraszonego.  Został zmieniony po 45 minutach, a Piast przegrał ten mecz 0:3.

P. Dziczek – czwarty  od lewej, górny rząd.                                                                                                       Fot:. A  Oksztul

– Wróciłem do domu i się rozpłakałem. Poszedłem na górę do swojego pokoju i leżąc na łóżku, rozmyślałem, co poszło nie tak – wspomina w jednym z  wywiadów  swój debiut w ekstraklasie Patryk Dziczek.

Nie tylko do siebie zawodnik mógł mieć wtedy pretensje. Radosłav Latala rzucił go na głębokie wody bez przygotowania mentalnego.  Wcześnie bowiem 17-latek nie zagrał nawet minuty  na najwyższym poziomie, nie miał więc prawa nawet wiedzieć jak to wygląda od środka. Niewykluczone, że czeski szkoleniowiec wypuścił zawodnika pod presją ówczesnych klubowych władz, które chciały mieć wychowanka w składzie.

Dużo wtedy mówiło się i pisało o tym chłopaku, co przełożyło się na „sodówkę”. Paradoksalnie nieudany debiut być może uratował karierę wychowanka Piasta.

– Przed debiutem w ekstraklasie poczułem się pewnie. Myślałem, że wszystko świetnie się układa i czasem może coś odpyskowałem starszym piłkarzom… Po tamtym meczu z Cracovią zszedłem na ziemię. Dziewczyna zawsze mi powtarza, bym nigdy się nie wywyższał, bo na moje miejsce może być kilku innych piłkarzy – powiedział wówczas Dziczek.

Co cię nie zabije to cię wzmocni. W myśl tej zasady Dziczek dalej pracował i czekał na swoją kolejną szansę. Otrzymał ją, gdy trenerem został Dariusz Wdowczyk. Zagrał prze osiem minut w starciu z Wisłą Płock, a potem przez 90 minut na wyjeździe z Cracovią. To było fantastyczne spotkanie w jego wykonaniu. W kolejnym sezonie stał się już podstawowym zawodnikiem, wystąpił w  24 spotkaniach, strzelając 1 bramkę.

Foto: M. Duśko

Młody piłkarz rozwijał się nie tylko w klubie. Regularnie też występował w  młodzieżowych reprezentacjach Polski. Kulminacją było powołanie na mistrzostwa Europy. Wtedy już wiedział  czego chce. W rozmowie z piast.gliwice.pl kilkakrotnie powtarzał, że jego celem jest gra w lepszym klubie i mocniejszej lidze. Nie przypadkiem określił sobie takie cele.   Dziczek aż dwa razy przeczytał książkę „Obsesja doskonałości” o treningu mentalnym. – Polecam ją każdemu, bo po lekturze można się zastanowić, czy aby na pewno robimy w życiu wystarczająco dużo do osiągnięcia celu – mówi już piłkarz Lazio,. On się zastanowił i wydał werdykt – chce pracować więcej i więcej.

„Dziku” trafił do ligi włoskiej i nie jest to przypadek. Majać takie warunki fizyczne i grając jako defensywny pomocnik tam może jeszcze bardziej się rozwinąć.

– Liga włoska jest dla niego stworzona. To liga destrukcyjna gdzie tacy zawodnicy jak Patryk czują się jak ryba  w wodzie – ocenia Witek Czekański.

Na razie jednak nie będzie mu dane  zagrać w Serie A. Wychowanek Piasta został bowiem wypożyczony do Salernitany, rywalizującej na poziomie Serie B. Lazio zapłaciło  za Polaka ok. 2 mln euro. To najwyższa kwota, jaka klub uzyskał za transfer wychowanka.

Patryk Dziczek ma dopiero 21 lat, a na koncie tytuł mistrza Polski ma który solidnie zapracował. Tytuł najlepszego młodzieżowca polskiej Ekstraklasy, Zagrał też w  eliminacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy, a przygodę z seniorską piłka dopiero tak naprawdę zaczyna.

Umiejętności i charakter Patyka Dziczka kształtowali: Witold Czekański – 6,5 roku, Mateusz Wójcik, Błażej Walczak, Bogusław Nazarkiewicz (klasa sportowa),  Marcin Domagała (juniorzy). Radoslav Latal, Dariusz Wdowczyk, Waldemar Fornalik (seniorzy).

Czekański, Walczak i Domagała nie pracują już w Piast S.A. Zdaniem obecnego kierownictwa szkolenia w Spółce Akcyjnej  nie spełniali oczekiwań. To spod ich ręki jednak wyszła cała grupa uzdolnionej piłkarsko młodzieży. Ciekawe, kiedy doczekamy się następnych.

Źródło piast.gliwice.pl
Cyt. P. Dziczka za Przegląd Sportowy