Wojciech Wołongiewicz to jeden z tych zawodników futsalowej drużyny Piasta, który jeszcze nie miał okazji zadebiutować w Ekstraklasie, choć kilka razy się już o nią otarł.

– Jestem wychowankiem Piasta. Jako dzieciak zaczynałem na dużym boisku. Potem jednak połączono  naszą drużynę z klasą sportową, zrobiło się zamieszanie i zrezygnowałem z gry na trawie. Mając 15 lat zaczął grać u Jurka Wojewódzkiego w  piątkach. Było to jeszcze na bocznym boisku starego Okrzei. Futsal szybko przypadł mi do gustu, bo tu się po prostu dużo więcej dzieje, a na dużym boisku czasem można biegać 90 minut a kilka razy dotknąć piłkę – przypomina swoje początki Wołongiewicz.

Pierwsze spotkanie z profesjonalnym futsalem miał nowy zawodnik Piasta jeszcze jako 18-latek, a było to w zespole Cleareksu Chorzów.

– Znajomy załatwił mi możliwość trenować w tym klubie. Jak zaczynałem tam treningi, to zespół miał  już zapewniony tytuł mistrza Polski. Na zajęcia zabierał mnie Adam Kryger.  Był to dla mnie wielkie przeżycie, trenowałem z najlepszymi wówczas futsalistami w Polsce. Niestety, między mną a nimi była wówczas przepaść nie do przeskoczenia. Może też zabrakło mi trochę wiary i wytrwałości, bo nie było mi dane zagrać w pierwszym zespole ani razu. Potem żałowałem, że sobie tak łatwo odpuściłem – przyznaje.

Potem przytrafiła się kontuzja. Zerwane wiązadło w kolanie wyeliminowało go z trenowania i grania na półtorej roku.

– Po powrocie do zdrowia były obawy, że znów może się coś stać, a wiadomo, że z  futsalu nie da się wyżyć. Grałem więc amatorsko dla przyjemności.  Dopiero jak tworzyło się  GTW Gliwice to wróciłem do ligowej rywalizacji. Potem jednak klub połączył się z Remedium i tam zadomowiłem się na dłużej, ale znów przytrafiła się kontuzja i była kolejna  dłuższa przerwa – przypomina.

Dla Wołongiewicza nie będzie to pierwsze podejście do Piasta.

– Już w poprzednim sezonie Klaudiusz Hirsch zapraszał mnie na treningi i gierki wewnętrzne. Propozycji gry jednak nie było, nawet nie odbyliśmy takiej rozmowy, ale dla mnie to było i tak motywujące. Wiadomo, nadzieja zawsze się tli i teraz się udało – mówi.

W przerwie letniej w zespole  grającym na Arenie zaszło sporo zmian. Z przyczyn ekonomicznych z gry zrezygnowało kilku zawodników. Władze klubu i trenerzy mieli mało czasu na zbudowanie zespołu. Pojawił się nawet pomysł połączenia z Remedium.   Do tego nie doszło, ale kilku zawodników z tego klubu dostało propozycję założenia niebiesko-czerwonych barw.

– Propozycja wyszła do Krzysztof Bochenka. Nie było się nad czym zastanawiać, ekstraklasie się nie odmawia. Konkurencja jest duża. Myślę, że trenerzy mają już wizję pierwszej ósemki, pozostali będą walczyć o miejsce w składzie – podkreśla Wołongiewicz.

Ten 31-letni futsalista najlepiej czuje się grając tuż przed bramkarzem, ale to nie był jego wybór.

– Nie była to moja decyzja że zostałem wykreowany na ostatniego zawodnika, ale na tej pozycji najlepiej się czuję.  Lubię jednak też grać na skrzydle. Nie mam natomiast warunków fizycznych aby stanąć na pivocie – wyjaśnia.

Nie przeszkadza mu to jednak  w strzelaniu bramek.

– W Remedium, choć byłem ostatnim, miałem najwięcej zdobytych bramek w zespole (10 przyp. red). Zazwyczaj były to gole z akcji – dodaje.

W samym zespole panują bojowe nastroje, ale też mieszane uczucia o co będzie grać przebudowany Piast.

– O utrzymanie jestem spokojny, ale  ciężko będzie powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu, choć bardzo byśmy chcieli – zaznacza na koniec Wojciech Wołongiewicz.

źródło: piast.gliwice.pl/futsal