12 sierpnia, czyli dokładnie rok temu po raz ostatni drużyna Piasta przegrała mecz o ligowe punkty na własnym stadionie. Gliwiczanie ulegli wtedy Legii Warszawa 1:3.

W niedzielę natomiast niebiesko-czerwoni odnieśli pierwsze w tym sezonie zwycięstwo ligowe. Podopieczni Waldemara Fornalika potrzebowali punktów nie tylko dlatego, by poprawić miejsce w tabeli, bo na to jest jeszcze dużo czasu. Chodziło o aspekt psychologiczny, bo lipiec był mocno nieudany dla drużyny z Okrzei.

– Głęboko wierzę w to, że  mecz ten będzie takim impulsem do jeszcze cięższej pracy i do lepszych wyników – powiedział po zakończeniu spotkania Jakub Czerwiński.

Mistrzowie Polski nie zlekceważyli beniaminka. Podeszli  do tego meczu jakby grali z doświadczoną drużyną. Gospodarze też nie murowali wąłsnej bramki tylko zdecydowali się na otwartą grę.

– Nie patrzyliśmy na to czy to beniaminek. Wiedzieliśmy z kim przyjdzie nam grać i zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak wymagający jest to przeciwnik. Przygotowaliśmy się mentalnie na to starcie, a z przebiegu spotkania było widać, jak było ciężko. Wywalczyliśmy, wręcz wyszarpaliśmy te punkty i z tego się bardzo cieszymy. Udało nam się przełamać na  trudnym terenie dodaje Sebastian Milewski dla którego był to debiut w spotkaniu o punkty w barwach Piasta. Sosnowiczanin zastąpił kontuzjowanego Patryka Dziczka i może być zadowolony ze swojego występu.

– Nie chciałbym siebie oceniać. Swój pierwszy mecz miałem przy okazji Superpucharu, ale można powiedzieć, że nie do końca byłem wtedy sobą. To było tylko takie spotkanie na przetarcie i poznanie trochę zespołu. Po tym czasie mogłem ponownie się pokazać publiczności i z tego się cieszę – mówi w rozmowie z oficjalną stroną klubu młodzieżowiec.

Ta pierwsza wygrana jednak nie przyszła łatwo. Były momenty, kiedy przeważali łodzianie, ale też goście potrafili narzucić swoje warunki, stąd też długo utrzymywał się wynik bezbramkowy.

– To był bardzo ciężki mecz. Oczywiście, ŁKS miał swoje sytuacje, ale nie były one aż tak klarowne i ich nie wykorzystali. Z każdą upływającą minutą parliśmy do przodu z wiarą, że w końcu strzelimy gola, bo w pierwszej połowie mieliśmy ku temu okazje. Momentami nasza gra wyglądała naprawdę dobrze. Coraz lepiej czujemy się w tym ustawieniu i bardziej się rozumiemy – podsumowuje Czerwiński.

Wszystko rozstrzygnęło się między 69 a 77 minutą. Najpierw po faulu Rymaniaka sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, którego nie wykorzystał jednak Rozwandowicz. Potem piłka po dośrodkowaniu Hatleya odbiła się od  Bogusza i wpadła do bramki gospodarzy.

– Obroniony rzut karny w tak ważnym momencie było kluczowy. Z perspektywy boiska wydawało się, że tej jedenastki nie powinno być, ale musiałbym to jeszcze dokładnie zobaczyć. To była dodatkowo podwójna motywacja dla nas, żeby atakować i pokazać, że to my jesteśmy w tym meczu lepsi – podkreśla stoper Piasta. .

Po raz drugi z rzędu gliwiczanie zagrali na zero z tyłu. Duża zasługa w tym Placha, któremu wróciła forma z mistrzowskiego sezonu, ale też defensorów.

–  Będę chwalił całą drużynę za grę w obronie. Zaczynając od napastników, przez pomocników, którzy również wykonali kawał ciężkiej pracy, a kończąc na obrońcach. Nie zapominajmy też o wkładzie bramkarza, który uratował nas w jednym z kluczowych momentów. To cieszy, że pomagamy sobie nawzajem, a na boisku to wszystko zaczyna się zazębiać. Jeden za drugiego walczy, a mimo kilku błędów przekazywaliśmy sobie pozytywną energię. Oto w tym wszystkim chodzi – zaznacza Czerwiński.

Łodzianie nie przebierali w środkach, aby zatrzymać gości. W efekcie Konczkowski musiał przed czasem opuścić boisko, mocno poturbowany był też  Milewski i Mikkel Kirkeskov.

– Mam nadzieję, że nie są to poważne kontuzje. Rzeczywiście gra w takich warunkach nie należy do najłatwiejszych. Ta liczba urazów i to jak jesteśmy zmęczeni, to tym bardziej pokazuje, że zostawiliśmy tutaj zdrowie i to, jak bardzo zależało nam na zwycięstwie i wywiezieniu trzech punktów w tym meczu – podkreśla na koniec były piłkarz Pogoni i Legii Warszawa.

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt. za piast-gliwice.eu
Foto:Krzysztof Szymczak/Dziennik Łodzki