Fantastyczny sukces odniósł Dariusz Zieliński. Na rozgrywanych na przełomie maja i czerwca mistrzostwach Europy weteranów w szermierce– szpadzista Piasta wywalczył złoty medal!  

Do turnieju, który odbył się we francuskim mieście Cognac – zgłosiło się 260 szpadzistów z całej Europy w tym aż 80 Francuzów. Polskę reprezentowało dwóch szermierzy. Nas najbardziej interesowało jak poradzi sobie w tym doborowym gronie Dariusz Zieliński. 50-latek nie był bez szans. W młodszej kategorii stanął na najwyższym stopniu mistrzostw Europy jak i Igrzysk Weteranów. We Francji faworytami jednak byli gospodarze i Włosi.

– Od samego początku było bardzo ciężko. Na mistrzostwach Europy nie ma limitu zawodników z danego kraju. Przyjeżdżają zawodnicy, którzy kochają szermierkę i potrafią walczyć – opowiada Zieliński.

W fazie grupowej reprezentant Polski przegrał tylko jedną walkę. To jednak miało wpływ, że do części pucharowej startował z pozycji 19.

Przy tak licznej obsadzie od początku było wiadomo, że na podium staną ci zawodnicy, którzy będą najlepiej przygotowani pod względem fizycznym i mentalnym. Ten drugi czynnik w którym przecież pan Darek jest świetny, bo sam prowadzi treningi mentalne okazał się decydujący.

– Sala była nieklimatyzowana, a ja byłem najmłodszy w tej kategorii wiekowej. Gdy na początku większość walk przegrywałem, podjąłem decyzję, że będę walczył długo i cierpliwie, aby wymęczyć rywali. I cały czas starałem się mieć inicjatywę. Moje „przeciwtempo” działało znakomicie! Odkrywasz się, stwarzasz rywalowi łatwą drogę do trafienia i gdy jest pewny, że cię trafi, w ostatniej chwili bronisz sie przed jego atakiem – wyjaśnia Zieliński.

Czym było bliżej finału tym walki były coraz bardziej zacięte i trzeba było włożyć w nie więcej sił, ale tez i pomysłu. Po kolei wyższość wychowanka Zbigniewa Czajkowskiego musieli uznać: Francuz, Austriak, Szwed, Szwajcar, Belg, Francuz, Szwed, a na koniec Włoch.

– Każdy z tych pojedynków był niezwykle ciężki. – Koncentrowałem się tylko na najbliższej walce, nie wybiegałem do przodu, gdybym zaczął myśleć o medalu, bardzo szybko ten turniej by się dla mnie skończył, – mówi.

– To był dla mnie dzień pokory, niełatwo było trafić rywala, bo każdy z nich to był doświadczony szermierz, ale po kilku chwilach na każdego miałem gotową strategię – dodaje Zieliński.

Organizatorzy za punkt honoru postawili sobie, że finał odbędzie się o 17-tej, co przy tak dużej liczbie zawodników wydawało się wręcz niemożliwe.

– Natychmiast po zakończonej walce rozpoczynaliśmy przygotowania do następnej. Od ósemki była to nieustanna walka z czasem (uzupełnienie wody, witamin, masaże, mrożenie kolan, ćwiczenie „odnowieniowe”, ustalanie strategii na najbliższą walkę – tłumaczy szermierz.

O wejście do strefy medalowej szpadzista Piasta zmierzył się z Francois Wacquezem.

– Jedyną walkę jaką Francuz przegrał w Europie w ostatnich dwóch latach to była walka ze mną. Kibice byli oczywiście po jego stronie. Przy wyniku 8:8 zadał mi piękne trafienie na 9:8. Sala „zawyła” z zachwytu ale ja jestem już gotowy na takie sytuacje. Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Wiedziałem, że kolejny raz muszę przygotować moje „ukochane” przeciwtempo. On też to wiedział ale po kilkunastu zwodach nie wytrzymał. Gdy trafiłem go w plecy, bo nigdzie indziej nie zostawił mi miejsca /Pomogło mi to, że kiedyś trenowałem floret/, natychmiast uścisnął moją dłoń i zaczął mi gratulować tego trafiania /wielki szermierz!/ ale ja już „nie przyjmuje” pochwał zanim nie zadam ostatniego trafienia. Skończył sie czas. Mój przeciwnik wylosował priorytet /w przypadku remisu byłby zwycięzcą/. Ja się ucieszyłem. Wiedziałem, że i tak muszę zaatakować. Wybrałem działanie, którym chciałem trafić ale w ostatniej chwili zrobiłem coś zupełnie innego. Najprostsze z możliwych – natarcie na wprost z wypadem. Wystarczyło wszystko postawić na jedną kartę ale wcześniej cztery razy ‚pokazałem” mu coś zupełnie innego. To była najpiękniejsza walka, Zaprocentowała praca z profesorem Zbigniewem Czajkowskim. To on mnie tego wszystkiego nauczył – zaznacza szpadzista.

W półfinale nasz szermierz musiał się zmierzyć z Carlem Wendtem (Szwecja)

– Wyszedłem na planszę w pełni skoncentrowany, bez myślenia o tym co będzie dalej. Szwed miał duży zasięg ramion, był bardzo silny, ale prowadziłem 8:6. Pod koniec jednak obaj słanialiśmy się już na nogach, skończyły mi się energetyki. W końcu Szwed wyrównał na 8:8. Wtedy musiałem zaatakować bez względu na konsekwencje. Zadałem dwa ciosy, ostatnie trafienie było filmowe. Walkę skończyłem leżąc na podłodze, co jeszcze mi się nie zdarzyło – opowiada Zieliński.

W finale na Polaka czekał Cosimo Ferro z Włoch.

– Wcześniej nie miałem z nim okazji się zmierzyć. Wiedziałem jaki jest groźny. Oglądałem go wielokrotnie. Miałem wrażenie, że moje nogi już nie pracują. Bałem się, że mnie ‚zmiecie”. Najpierw więc musiałem stoczyć walkę ze sobą. Zacząłem do siebie mówić: Musisz sobie to wyobrazić, że możesz mu się postawić. To tylko jedna walka! Olek przynosił kolejne płyny, zaproponował kokos. W życiu nic takiego nie piłem ale powiedziałem mu: Dawaj ten kokos. Najwyżej zwymiotuje, nie mamy nic do stracenia. Poprosiłem o dodatkowe 10 minut przerwy. Organizatorzy nie chcieli na to przystać, wręcz mnie publicznie wyśmiali. Dziesięć lat temu to by mnie kompletnie rozbiło ale nie dzisiaj.

Moje reakcja była nawet dla mnie zaskakująca: No to zobaczymy. Dla mnie liczyła się tylko opinia mojego rywala a on bez zastanowienia się zgodził. Dla niego też to była okazja do odpoczynku. Przyjąłem prostą strategię – żadnych ataków, zapomnij o nich, bo cię zniszczy! Czekaj do samego końca, choćby miało być jedno trafienie. I wiedziałem, że muszę od samego początku sie ‚bawić” , jeżeli chce mieć jakąkolwiek szansę- tak uczył mnie profesor – opowiada szpadzista.

Dariusz Zieliński nie tylko walczy, ale też przekazuje swoją wiedze kolejnym pokoleniom szermierzy

Taktyka przyniosła nadspodziewanie pozytywne skutki. Zieliński rozbił dosłownie Włocha 10:3, co w finale tak dużej imprezy praktycznie się nie zdarza.

– Walka ułożyła się w sposób niewyobrażalny. Rywal chciał bardzo szybko ustawić walkę. Zrobił swoje popisowe natarcie na stopę ale ja wyprzedziłem go zanim zaczął swój ruch. Potem chciał mnie złapać na przeciwtempo, ale to ja tego dnia byłem mistrzem tego działania. Z łatwością wyminąłem zastawioną dla mnie pułapkę. I po raz pierwszy poczułem się zaskoczony. Pomyślałem: czuje go. Chwila rozluźnienia i natychmiastowe wspaniale wyprzedzenie z jego strony. Jest w tym mistrzem. Walka dopiero naprawdę się rozkręciła ale cokolwiek robił, ja to widziałem! Zadawałem kolejne czyste trafiania. Pierwsza myśl, że wygram pojawiła się przy wyniku 6:2, ale natychmiast „sprowadziłem” się na ziemię. Nie pozwól mu się trafić i skończyło się 10:3 – opisuje Dariusz Zieliński.

Polak aż trzy z najważniejszych walk na tym morderczym turnieju wygrał różnicą jednego punktu! Jak sam mistrz zauważył, nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie zaangażowanie innego reprezentanta naszego kraju

– Nie zdawałem sobie sprawy jak niesamowitą rolę w moim sukcesie odegra Aleksander Atanassow. Była to nieustanna walka z czasem – uzupełnienie wody, witamin, masaże, mrożenie kolan, ćwiczenie „odnowieniowe”, ustalanie strategii na najbliższą walkę, a w tym czasie OLEK „biegał” walczył ze sprzętem, kontrolował czas i prowadził negocjacje z sędziami abym miał dla siebie dodatkowe 2-3 minuty – podkreśla mistrz Europy.

Tytuł niczego nie zmienił: Cel na najbliższy czas to: Chciałbym zdobyć medal mistrzostw Świata, szykuje sie do tego startu od 10 lat. Wiele rzeczy musi ułożyć sie w jedną całość aby to było możliwe. Nie wiem w jakim stanie będą moje kolana. Po zawodach nie byłem wstanie wsiąść do pociągu i musiałem zostałem dzień dłużej. 10 lat temu spotkałem w jednym ośrodku specjalistycznym dwóch lekarzy. Pierwszy powiedział mi: że muszę wybrać albo szermierka i w przyszłości czekają mnie kule albo odpuszczę i postawie na zdrowie. Gdy odpowiedziałem mu: Tylko zdobędę za 10 lat Mistrzostwo Świata i dam sobie spokój. Chyba nie był zachwycony, bo odpowiedział: Idź pan w cholerę po to swoje mistrzostwo świata. To poszedłem, nie było daleko, piętro wyżej to mojego prawdziwego eksperta; /dr Krzysztof Ficek, obecnie pan Profesor. Zadał mi jedno pytanie: Ile lat trenujesz? 32. To wiadomo, że tego nie rzucisz. Musimy wymyśleć coś abyś dalej mógł to robić. To również dzięki niemu jestem dzisiaj tutaj. Jestem pełen pokory, przez 28 lat nie „potrafiłem” wygrywać. Nie panowałem nad emocjami ale to już było bardzo dawno temu. Pamiętam też, że inni też maja prawo i ochotę ale wiem, że mam szansę, w końcu to ja jestem uczniem profesora Zbigniewa Czajkowskiego – zaznacza na koniec Dariusz Zieliński.

 

źródło: piast.gliwice.pl/gks-piast