Finał Pucharu Polski to największe osiągnięcie futsalistów Piasta w trzyletniej historii klubu.

Dla części zawodników nie była to nowość. W finale grali już  m.in. Rafał Franz i Dominik Śmiałkowski. Pierwszy nawet ten puchar miał okazję wznieść do góry i to nie raz. „Dimi” natomiast w drodze do finału ograł… Rekord 4:0. To miało miejsce  w maju 2014 roku.

Pięć lat później również w finale i przeciwko bielskiej drużynie zagrał Sebastian Szadurski.

– Zagrałem pierwszy raz w takim meczu. Zrobiliśmy z chłopakami coś fajnego, ale szkoda że nie udało nam się  zdobyć pucharu. Mam nadzieję, że jeszcze taką szansę będę miał i ją wykorzystam  – stwierdza wychowanek Piasta.

Gliwiczanie nie byli faworytami tego dwumeczu, ale w spotkaniu rewanżowym  zagrali z faworyzowanym Rekordem jak równy z równym, remisując 4:4. Po raz pierwszy w tym sezonie bielszczanie nie wygrali u siebie.

– Jakaś mała niespodzianka to może była, ale też myślę, że  gdybyśmy lepiej rozegrali ten pierwszy mecz, to mogło się to dla skończyć dla nas ciekawiej. Te pierwsze spotkanie nie poszło po naszej myśli, ale też nie zagraliśmy w pełnym składzie. W drugi pokazaliśmy, że możemy nawiązać walkę nawet z tak mocną drużyną jak Rekord. Szkoda, że nie wygraliśmy, bo to zawsze byłoby milsze zakończenie, ale będzie okazja do rewanżu, bo zagramy z nimi o Superpuchar Polski – podsumowuje Szadurski.

Dla 21-letniego wychowanka gliwickiego klubu to była nie tylko fajna przygoda.

– Na razie to mój największy sukces, ale mam 21 lat i myślę, że to dopiero początek czegoś fajnego i w następnych sezonach będzie jeszcze lepiej. Zdaję jednak sobie sprawę, ze jeszcze dużo pracy przede mną – podkreśla rozgrywający.

Fety jednak po tym wydarzeniu nie było.

– Nie było czasu na świętowanie, bo w sobotę graliśmy następny mecz i to w Toruniu – podkreśla zawodnik.

W starciu z wiceliderem Futsal Ekstraklasy –  Piast  bliski był zwycięstwa. Gospodarze dwa ostatnie gole strzelili w ostatniej minucie meczu z czego trzecia bramka padła po kontrowersyjnym rzucie karnym.

– Szkoda tego wyniku, Myślę, że byliśmy lepszą drużyną, prowadziliśmy 3:1, mieliśmy kolejne sytuacje, ale w końcówce gospodarze zdobyli dwa gole i trzeba było zadowolić się jednym punktem. Lepszy jednak remis niż przegrana, szczególnie że punkt wywalczony na trudnym terenie, bo u wicelidera – ocenia Szadurski.

Jak się okazało ten remis wystarczył, aby zrównać się punktami z Gattą, a jeszcze gliwiczanie mają nawet szansę przegonić Orła Futsal Jelcz-Laskowice/

Nie kalkulujemy jakie miejsce zajmiemy. Chcemy wygrać wszystkie mecze do końca, taki mamy cel – podkreśla Szadurski.

Przypomnijmy, że najbliższe spotkanie gliwiczanie rozegrają przed własną publicznością. We wtorek o godzinie 19:00 podejmować będą w Arenie  – Gattę Zduńska Wola.

źródło: piast.gliwice.pl/futsal