Tomasz Jodłowiec, choć w tym sezonie częściej  leczy urazy niż gra, to jednak jest bardzo ważnym i wartościowym  zawodnikiem dla Waldemara Fornalika.

Były reprezentant Polski, gdy jest na boisku, to potrafi zrobić różnicę. Strzela bramki, zalicza asysty, a przede wszystkim walczy. W końcem grudnia wygasa jednak jego umowa  wypożyczenia z Legii. Trenerzy z pewnością widzieliby go w składzie na rundę wiosenne i pewnie na dłużej. Problem w tym czy piłkarz będzie chciał kontynuować swoją przygodę w Piaście.

Przegląd Sportowy donosi, że miesięczne zarobki „Jodły”  mogą aktualnie wynosić nawet 100 tys zł. W przypadku wypożyczenia zazwyczaj jest tak, że klub macierzysty i wypożyczający dzieli się kosztami utrzymania zawodnika. Jodłowiec w Gliwicach na takie pieniądze nie ma co liczyć, bo Piast takich kontraktów nie zawiera. Wychowanek Koszarawy Żywiec ma już jednak swoje lata i w Polsce raczej nikt mu takich pieniędzy nie zaoferuje. Zawodnika można by skusić długą umową, ale przy Okrzei mają już piłkarza  z długim kontraktem, który gra w rezerwach (Vassiljev).

Nie jest wykluczone, że 33 latek spróbuje poszukać sobie klubu np. w Chinach, gdzie mógłby solidnie „dorobić” przed piłkarską emeryturą. Może też wrócić do Legii z która ma ważny kontrakt i tam  spróbować powalczyć o miejsce w składzie, ale to będzie trudne. W kadrze  mistrzów Polski na jego pozycji jest spora konkurencja. Trener Ricardo Sa Pinto ma do dyspozycji Cafu, Domagoja Antolicia, Andre Martinsa i Chrisa Philippsa. Rozmowy pewnie nabiorą tempa po zakończeniu rundy jesiennej. Na razie gliwiczanie przygotowują się do meczu z Zagłębiem Lubin, co potwierdza sam zainteresowany.

– Odbyły się wstępne rozmowy, działacze Piasta wiedzą, jak patrzę na tę sytuację. Nie wszystko zależy ode mnie. Na razie nie ma konkretów, a ja skupiam się na pozostałych do rozegrania w grudniu spotkaniach – powiedział Jodłowiec

Opracowanie: piast.gliwice.pl/przegladsportowy.pl