Poniedziałek to z pewnością nie jest ulubiony dzień dla kibiców do oglądania spotkań na żywo. Pojedynek Piasta z Pogonią oglądało na stadionie niespełna 3 tysiące widzów, co jest najgorszym wynikiem w tym sezonie.

Ci co przyszli z pewnością jednak nie żałowali i też nie zmarzli, bo piłkarze Piasta zadbali o to, aby od początku do końca mecz ten był dla nich ciekawy.

Już w 11 minucie Tomasz Jodłowiec otworzył wynik tego spotkania. To był gol majstersztyk, choć złośliwi mówili, że pomocnikowi Piasta zeszła piłka. „Jodła” jeszcze raz wpisał się na listę strzelców, ale już po przerwie, kiedy to podwyższył wynik na 3:0. Nie było jednak tego zwycięstwa, gdyby nie świetna gra w defensywie dwojki stoperów. Interwencje Jakuba Czerwińskiego budziły jednak zachwyt kibiców, którzy nagradzili to gromkim skandowanie nazwiska obrońcy.

– Pochwaliłbym całą drużynę. Oczywiście indywidualności, Tomek Jodłowiec czy „Fero” Plech, stanowią o naszej sile. Wszyscy dołożyli jednak swoje do tego, że Pogoń w meczu u nas została wypunktowana. Dla nas ważne jest to, że zagraliśmy dwie równe połowy na bardzo wysokim poziomie. To bardzo cieszy i napawa optymizmem przed ostatnimi czekającymi nas jeszcze w tym roku meczami – tak skomentował ten mecz Kuba Czerwiński.

Jak się nietrudno domyśleć, niepocieszeni byli zawodnicy gości. Piast bowiem przerwał serię czterech z rzędu zwycięskich meczów Pogoni.

Gdyby udało się zdobyć bramkę kontaktową, a mieliśmy ku temu okazję, to może mecz ułożyłby się inaczej. To nam się jednak nie udało, więc wyglądało jak wyglądało – przyznał Mariusz Malec.

Po raz pierwszy w tym sezonie Waldemar Fornalik zdecydował się ustawić Tomasza Jodłowca z przodu. Obrony przy takim wariancie raczej szczecinianie nie przewidzieli. „Jodła” bowiem dość łatwo strzelił gole, przy biernej postawie defensorów ze Szczecina.

– Spodziewaliśmy się, że z przodu będzie grał  Papadopulos, ale nie że Tomek Jodłowiec ustawi się tak wysoko. My jednak jako zespół nie zagraliśmy dobrego meczu i to jest powodem porażki – tłumaczy Malec.

Gliwiczanie też wyciągnęli wnioski po nieudanym starciu z Zagłębiem Sosnowiec.  Nie czekali już do drugiej połowy na zdobycie goli, tylko rozstrzygnęli to spotkanie na swoją korzyśc jeszcze przed przerwą.

– To był zdecydowanie inny mecz od tego, który zagraliśmy z Zagłębiem. Sosnowiczanie przyjechali tutaj od samego początku bronić wyniku, a Pogoń zaczęła to spotkanie odważnie. My natomiast zagraliśmy bardzo skutecznie – stwierdza Czerwiński.

Portowcy popełnili też w tym meczu dwa kuriozalne błędy. Pierwszy to faul malca na Papadopulosie w polu karnym w niegroźnje sytuacji. Drugi to wyjście z bramki Załuski i sfaulowanie na 40 metrze Valenci. Za tą interwencje bramkarz Pogoni Otrzymał czerwona kartkę, a zastąpić go musiał 18-letni napastnik – Adrian Benedyczak

– Mamy taką taktykę, że praktycznie w każdym meczu zdarzają się takie sytuacje, że wybijam piłkę na 30-40 metrze. To się dzieje na granicy ryzyka. Kilka razy w tym sezonie to mi się udawało. Tym razem szybszy był Valencia. Gdybym zdążył, to byłaby superinterwencja. Mogło być też tak, że Valencia pędziłby na pustą bramkę. Jeśli jednak mógłbym cofnąć czas, to pewnie zostałbym na linii, stracił czwartą bramkę i chciał pomóc zespołowi w meczu z Zagłębiem Sosnowiec – tłumaczył swoje zachowanie Załuska.

– Bardzo potrzebowaliśmy takiej wygranej. Po zwycięstwie z Wisłą Kraków coś się zacięło i nie mogliśmy strzelić bramki, dlatego taki mecz i wygrana  jest bardzo ważna – podsumowuje Czerwiński.

źrodłO; piast.gliwice.pl/pogonszczecin.pl