Gdyby wierzyć w zabobony, to można by powiedzieć, ze na  futsalową drużynę Piasta ktoś rzucił klątwę.

Już przed rozpoczęciem sezonu kontuzji nabawili się Paweł Grzywa, Marek Bugański i Paweł Martyn. W pierwszych meczach natomiast też z powodów urazów  wypadli Przemysław Dewucki i Mateusz Omylak. W klubie robią wszystko, aby oni jak najszybciej mogli wrócić do gry, ale organizmu oszukać się nie da.

Lukę po Pawle Grzywie udało się uzupełnić. Pod koniec września do zespołu dołączył Kamil Dworzecki. To jeden z najbardziej utytułowanych polskich bramkarzy w tej dyscyplinie sportu. Pochodzący z Krakowa zawodnik na razie jednak powodów do zadowolenia nie ma. Piast  bowiem jeszcze w tym sezonie nie zainkasował kompletu punktów.

– W każdym meczu jesteśmy o włos od wygranej i to najbardziej boli. Lepiej chyba byłoby 3-4 razy dostać „bęcki” i raz wygrać, to przynajmniej by jakieś punkty na koncie były. Mamy tych dobrych momentów sporo, ale brakuje wykończenia.  Zdarza się natomiast, że stracimy głupią bramkę, a to potem podcina skrzydła i efekt jest jaki widać w tabeli – kręci głową Dworzecki.

Dostępu do bramki Piasta w spotkaniu z FC Toruń od początku bronił Michał Widuch. Strzały po których przepuścił dwie pierwsze bramki wydają się być z gatunku tych nie do obrony.

– Zawsze się da wybronić. Szkoda, bo tak naprawdę szczególnie po przerwie do momentu zdobycia tego drugiego gola torunianie nie stworzyli sobie żadnej sytuacji, nawet nie oddali strzału. Takie porażki niestety bolą najbardziej, bo nie jesteśmy gorsi, a punktów nie ma – stwierdza wychowanek Wisły Kraków.

Na razie Dworzecki na parkiecie melduje się w ostatnich minutach. Ostatnie porażki oglądał więc głównie  z perspektywy ławki rezerwowych

– Zdecydowanie  gorzej jest tak przeżywać mecz. Człowiek bardziej się denerwuje, bo nic nie może zrobić. Jak się gra to te emocje  gdzieś tam mają ujście,  a na ławce – no cóż – już jedną żółtą kartkę w tym sezonie zobaczyłem – przyznaje.

W starciu z FC Toruń były zawodnik takich klubów jak Wisła czy Clearex miał okazję pokazać się gliwickiej publiczności, która licznie wypełniła halę

– Publiczność super, bardzo liczna była. Mam nadzieję, że mimo zerowego dorobku  będą nas wspierać w tym trudnym momencie  w jakim aktualnie się znaleźliśmy –stwierdza.

Z Toruniem nie udało się przełamać, ale teraz Piast jedzie do Szczecina, a Pogoń w tym sezonie nie jest topowym zespołem i na pewno do ogrania.

– Toruń to doświadczona i wyrachowana drużyna. Jak mają sytuacje to je wykorzystują. Nie mniej każdy przeciwnik  jest w naszym zasięgu, tylko trzeba w to wierzyć. Pogoń gra u siebie i jak widać po wynikach łatwo tam też nikomu nie jest. Mam jednak nadzieję, że przywieziemy do Gliwic pierwsze punkty – zaznacza na koniec Kamil Dworzecki.

źródło: piast.gliwice.pl/futsal
Foto: Irek Dorożański