Sobota – 6 października 2018 roku zostanie w pamięci wielu ludzi, jako jeden z najsmutniejszych dni w historii gliwickiego sportu.W tym dniu bowiem na cmentarzu w Ligocie Zabrskiej spoczął Jerzy Wojewódzki.

Jurek zarażał pasją – powiedział na kazaniu podczas Mszy żałobnej ksiądz Krystian Gałąska. A tą pasją był  futsal, albo jak kto woli minipiłka, którą to dyscyplinę tworzył w Polsce Jerzy. Jak sam mówił przez te 35 lat, kiedy to jako twórca i prezes Gliwickiego Towarzystwa Piłki Nożnej Pięcioosobowej „Piątka” prowadził rozgrywki we wszystkich kategoriach wiekowych, przez boiska i hale przewinęło się 100 tysięcy ludzi! Liczba wydaje się nieprawdopodobna, ale 35 lat to kawał czasu, a rozgrywki toczyły się codziennie, kiedyś na betonowych placach szkolnych, potem na pierwszym boisku ze sztuczną murawą, które oddano do użytku pasjonatom w 2000 roku. W zimie można go było spotkać na hali Górnośląskiego Centrum Edukacyjne, a od kiedy oddano do użytku obiekt przy ul Okrzei, tam od  17 do późnych godzin nocnych grano bez przerwy.

– Jurek stanął przed Bogiem trzymając w rękach garść pełną dobrych uczynków – mówił dalej ksiądz i tu się z nim nie można zgodzić. To nie była garść, ale pełen wagon dobroci.

– Moim chłopakom mówię to, co powtarzał mi mój nauczyciel: tyle jesteś wart, ile możesz bezinteresownie zrobić dla drugiego człowieka. Cóż z naszych doczesnych dóbr. Ważne, jak zapamiętają nas inni. O to warto dbać – podkreślał na każdym kroku.

A Jurek żył bardzo skromnie, choć możliwości miał duże. Biznes jaki rozkręcił mógł przynosić spore zyski, ale nie o to mu chodziło. Za swoją pracę nie brał ani złotówki, żył z renty i dorabiał sędziowaniem meczów. Ale kiedy trzeba było zrobić to bezinteresownie, wsiadał na rower i jechał na drugi koniec miasta, by za darmo pobiegać z gwizdkiem. Bo bardziej od pieniędzy cenił przyjaźnie i uśmiech drugiego człowieka.

– Nie wiem już ile turniejów  charytatywnych zorganizował Jurek. Graliśmy z policjantami, samorządowcami, strażakami, żołnierzami, oldbojami. Gdy w 1997 roku otworzyliśmy boisko przy Kościele, Jurek ostatni zawsze gasił światło – wspomina ksiądz Krystian Gałąska.

Jurek miał jeszcze jeden wyjątkowy dar. Umiał wokół siebie jednoczyć ludzi, sprawiać, że wspólnie robili wielkie rzeczy. Niewątpliwie jego ostatnim sztandarowym „projektem” który stworzył i realizował razem z prezesem futsalowej drużyny Piasta – Jarosławem Jenczmionką, była organizacja turnieju „Za 1 Uśmiech”” Dochód całkiem niemały, bo liczony już setkach tysięcy złotych w całości przeznaczany był na wyjazd na wakacje dla dzieci gliwickich Domów Dziecka. W tym roku odbył się siódma edycja.

W turniejach brało udział od 16 do 24 drużyn i wcale niełatwo było się załapać, choć wpisowe wynosiło 2500 zł. Każdy, kto organizuje turniej wie jak trudno jest zachęcić firmy czy ludzi, by podzieliły się pieniążkami, ale Jurek z tym przekonywaniem nie miał problemów.

Zawsze tez podkreślał, że sport pomaga młodym ludziom w mądrym spędzaniu wolnego czasu i w dużym stopniu chroni przed złym światem, że pełni nie tylko funkcję rozrywkową, ale też wychowawczą: – Jesteśmy jak jedna wielka rodzina, znamy się, lubimy. Jeśli ktoś ma problem, przychodzi pogadać i staramy się pomóc. Długo pracowałem, by zdobyć zaufanie chłopaków i na pewno go nie zawiodę. Kiedy trzeba, przestaję być prezesem i staję się po części ich ojcem – opowiadał.

Do historii przejdą tez jego powiedzonka – Rożen! (rzut rożny – przyp. red.) Panowie, bez faulu, szkoda parkietu. Raz do roku to i miotła wystrzeli. Ty, może i masz rację, ale to ja mam gwizdek. Zamiast karnego mogę ci dać cukierka. Nie kłóć się, tylko naucz grać”. Potrafił  rozśmieszyć największych ponuraków i rozładowywały najbardziej napiętą atmosferę. Swoim uśmiechem, szczerością i bezpośredniością przyciągał ludzi. Zarażał energią, pracowitością. Nie sposób było nie lubić.

Jurek zresztą czego się nie dotknął, to zamieniał w złoto. W swojej wspólnocie mieszkaniowej dbał o najdrobniejsze rzeczy. Naprawiał, budował, stworzył fantastyczne i bezpieczne podwórko dla dzieci. Miał też inną pasję – ogródek, który mieścił si zaraz przy domu.  Zazdrościli mu go wszyscy działkowcy. Miał też wiernego psa – rotwailera, który nie skrzywdził by nawet wróbla, a przez miasto przemierzał na swoim rowerze. Nad życie kochał jednak swoje wnuki. Czemu więc  Bóg go powołał, choć był jeszcze w pełni sił? W tym roku kończył 63 lata.  .

– Bóg chyba organizuje w niebie jakiś wielki turniej i potrzebował  Jurka ze swoim gwizdkiem – zastanawiał się  głośno się ksiądz Gałąska.

Nam żyjącym trudno jednak się z tym pogodzić, że nie ma go już wśród nas. Gliwice z pewnością będą teraz innym miastem.

W tej ostatniej, ziemskiej drodze towarzyszyło Jurkowi setki przyjaciół, którzy przyjechali z całej Polski. Na cmentarzu  zagrano mu hit Beatlesów „Hej Jude”, kibice odpalili race, a potem rozległ się sędziowski gwizdek i gromkie dziękujemy!

Już po ceremonii nadeszła wiadomości, że  Jerzy Wojewódzki na wniosek wojewody Śląskiego Jarosława Wieczorka – został uhonorowany pośmiertnie przez Prezydenta RP – Andrzeja Dudę – Złotym Krzyżem Zasługi. Zostanie on przekazany rodzinie Jurka podczas meczu Futsal Ekstraklasy – Piast – FC Toruń, który odbędzie się  3-go listopada o godz. 16.00 – Arena Gliwice.

Dziękujemy Ci Jurku i „Patrz tam jako”. Wierzymy, że kiedyś znów wspólnie zorganizujemy jeszcze niejeden turniej.

Opracowanie Grzegorz Muzia
Cyt. za: Nowiny Gliwickie
Zdjęcia: Andrzej Oksztul.