Nie najlepiej zaczął się sezon 2018/19 dla futsalowej drużyny Piasta. W pierwszych dwóch rozegranych meczach gliwiczanie musieli uznać wyższość rywali i na razie zajmują odległe, 11 miejsce w tabeli. Mają jednak o jeden mecz mniej rozegrany.

Podopieczni Klaudiusza Hirscha mogą mówić o podwójnym pechu. Zespół prześladują urazy, a jeszcze brakuje przysłowiowego szczęście. W meczu z Orłem Jelcz-Laskowice trzykrotnie w sukurs gościom przychodził słupek.

– Porażka boli, ale patrząc na okoliczności, jakie nam ostatnio towarzyszą to chcę zawodnikom podziękować za walkę, a wręcz  heroizm. Nasza sytuacja kadrowa wygląda fatalnie. Przeciwko Orłom graliśmy  praktycznie siedmioma zawodnikami z pola. Jest mi bardzo szkoda chłopaków, bo z przebiegu meczu  zasłużyli przynajmniej na remis. Niestety w końcówce zabrakło trochę sił – tak podsumował starcie z Orłem Jelcz-Laskowice trener Piasta.

Przypomnijmy, że w spotkaniu tym zabrakło Pawła Martyna, Marka Bugańskiego i Przemka Dewuckiego. W trakcie zawodów urazu barku jeszcze nabawił się bardzo dobrze grający w pierwszej połowie  Mateusz Omylak. Mimo tych wszystkich nieszczęść gliwiczanie zdołali z wyniku 1:3 doprowadzić do remisu.

– Ciężko mówić, że rozegraliśmy dobry mecz, kiedy go przegrywamy. Na pewno wpływ na to ma nasza sytuacja kadrowa. Mamy sporą grupę kontuzjowanych zawodników, a w tym spotkaniu doszedł jeszcze uraz Mateusza. Myślę, że remis byłby  sprawiedliwszym wynikiem. Niestety – błąd popełniony w końcówce spotkania kosztował nas stratę gola. Potem grając 5 na 4 nie potrafiliśmy tego zamienić na bramkę – tak tłumaczył przyczyny porażki Marcin Grzywa.

Kibicom to widowisko mogło się jednak podobać, bo padło siedem goli, nie zabrakło też spięć podbramkowych, sytuacji, strzałów i bramkarskich parad. Z perspektywy parkietu trochę inaczej jednak wyglądało to spotkanie.

– Mecz był szarpany, a my popełniliśmy bardzo dużo błędów, które na tym poziomie nie powinny się przytrafiać. W pierwszej połowie, kiedy złapaliśmy wiatr w żagle i wyszliśmy na prowadzenie 3:1,  niepotrzebnie obniżyliśmy loty. Zaczęliśmy się szarpać, zamiast grać swoje, dlatego straciliśmy bramki.  Na szczęście w końcówce strzeliliśmy tą jedną więcej i wygraliśmy – podsumowuje Sebastian Wojciechowski – rozgrywający Orłów.

Pech w przypadku zawodników Piasta to mało powiedziane. Gdyby piłka zamiast obijać słupki i poprzeczki wpadała do bramki, niebiesko-czerwoni mieliby na koncie 6 punktów, a nie zero.

–  Tych sytuacji rzeczywiście stwarzamy dużo. Mamy jednak problem z ich wykończeniem. Zarówno w meczu z Gdańskiem jak i Jelcz-Laskowice klarownych okazji mieliśmy więcej, ale zawodzi skuteczność – przyznaje Marcin Grzywa.

W czwartej kolejce Piast zmierzy się na wyjeździe z Gattą Zduńska Wola. Będzie to spotkanie wyjazdowe. „Kocury” u siebie bardzo rzadko przegrywają, ale ten sezon też zaczęli niespecjalnie, bo od dwóch remisów.

– Jest kilka ciągnących się już od pewnego czasu kontuzji. Są też mniej poważne mikrourazy z którymi grają chłopaki, ale trzeba mocno wierzyć, że ta karta się odwróci. Mam nadzieję, że już od następnej kolejki – przewiduje Marcin Grzywa.

Spotkanie z Gattą będzie można zobaczyć na antenie SPORTKLUB. Poniedziałek – 15.10.2018, godzina 20:00

źródło: piast.gliwice.pl/futsal
Foto: Irek Dorożański