Za nami 15 kolejek, czyli połowa rundy zasadniczej w piłkarskiej ekstraklasie. Piast z dorobkiem 13 punktów zajmuje 15 miejsce w tabeli.

Taki dorobek nie wystarcza, aby spokojnie myśleć o utrzymaniu, a wręcz przeciwnie. Piast w drugiej części sezonu musi zdobyć minimum 18 punktów, aby być w grze o utrzymanie się na tym szczeblu rozgrywek.

Od momentu przyjścia Waldemara Fornalika gra Piasta nieco się poprawiała. Przede wszystkim widać większą dyscyplinę na boisku, zawodnicy mniej biegają, a więcej grają piłką, co sprawia, że wystarcza im już sił na pełne 90 minut.

Jak pokazały jednak ostatnie mecze, nawet najlepiej dobrana taktyka nie zawsze musi się przełożyć na wygraną. Tak było w zremisowanych spotkaniach 2:2 z Sandecją i Zagłębiem Lubin, gdzie gliwiczanie sprawiali lepsze wrażenie. Przyczyną braku kompletu punktów była nieefektywna gra w defensywie. Zawodnikom przytrafiają się chwilę zapomnienia w grze obronnej, co bezlitośnie wykorzystują rywale. Waldemar Fornalik próbuje przede wszystkim ustabilizować skład w tyłach, ale kontuzje i kartki sprawiają, że ciągle musi szukać nowych rozwiązań. Na ten moment nie ma więc jeszcze pewności, kto ma być w tej ostatniej linii na boisku.

Wypadnięcie na dłuższy czas Martina Bukaty, Saszy Zivca i Konstantina Vassiljeva o Gerardzie Badii nie wspominając – również mocno skomplikowało życie szkoleniowcom przy ustalaniu, kto ma grać w środkowej strefie. Gdyby nie coraz mądrzejsza i pewniejsza gra Dziczka na tej pozycji, to mogłaby być katastrofa. W tym przypadku jednak jest nadzieja, że po powrocie wszystkich leczących urazy graczy, co podobno jest już bliskie – sytuacja zdecydowanie się poprawi.

Ta stała liczba ciągnących się kontuzji wymaga też analizy. Urazy, które dotykają zawodników Piasta są dość poważne i długo się ciągną. W przypadku Bukaty sprawa była oczywista, bo zawodnik został brutalnie sfaulowany, ale Badia, Zivec czy Vassiljev nie byli tak mocno poniewierani. Można więc sądzić, że był popełniony poważny błąd w przygotowaniach zespołu do sezonu.

Największy problem gliwiczanie mają jednak w grze ofensywnej. Ostatnio wprawdzie Papadopulos zaczął trafiać regularnie, ale jak widać po liczbie punktów, to za mało, by piąć się w  górę tabeli. Czech z greckimi korzeniami jest osamotniony w ataku. Zdaniem Waldemara Fornalika – Krakowczyk i Angielski jeszcze nie są gotowi, by od pierwszych minut grać w pierwszym zespole. Barisić ciągle boryka się z kontuzją, a Jankowski nawet jak ma sytuacje, to ich nie wykorzystuje. Z pewnością już trener szuka bramkostrzelnego zawodnika, problem w tym, że napastnicy to „towar” zawsze deficytowy i niełatwo go zdobyć.

Prawdziwym nocnym i dziennym koszmarem szczególnie dla Vassiljeva i Papadopulosa są bez wątpienia niewykorzystane rzuty karne.  Piast w tym sezonie już ustanowił procentowy rekord ich niewykorzystywania, który wynosi 100%. Gliwiczanie w meczach o mistrzostwo Ekstraklasy wykonywali trzy „jedenastki” i żadnej nie zamienili na gola, a gdyby tak się stało Piast mógł mieć pięć punktów na koncie więcej. Jedyny rzut karny, który został wykorzystany przez Patryka Dziczka miał miejsce w meczu Pucharu Polski ze Stalą Mielec.

Reasumując – do poprawy jest jeszcze wszystko. Do rozegranie w tym roku jednak jeszcze pozostało 6 spotkań. Aby względnie spokojnie spędzić przerwę zimową trzeba zdobyć w tych meczach przynajmniej 10 punktów. Kluczowe wydają się być pojedynki z Cracovią i Pogonią, bezpośrednimi rywalami w tabeli. Punktów trzeba będzie jednak też szukać w pozostałych spotkaniach.