Gerard Badia w 14 minucie wpisał się na listę strzelców, ale 9 minut później z powodu kontuzji musiał opuścić plac gry.

Katalończyk do szatni schodził skacząc na jednaj nodze i zawiązanym  kolanem. Nowy kapitan Piast żartował że wystarczy masaż i będzie mógł wrócić do gry, ale uraz wyglądał bardzo poważnie.

– „Badi” będzie miał w poniedziałek rezonans i wtedy będziemy wiedzieć, co mu dolega. Jego kolano jest opuchnięte. To dla nas duża strata, bo jest ważnym ogniwem naszego zespołu –powiedział na pomeczowej konferencji – Dariusz Wdowczyk.

Najgorsze, co mogłoby się stać, to zerwane więzadła. To by oznaczało koniec sezonu dla najlepszego strzelca  niebiesko-czerwonych.   Z nieoficjalnych jeszcze informacji podejrzewa się, że może to być tylko uraz łękotki. To by oznaczało  kilkutygodniową przerwę. Na razie pozostaje tylko trzymać kciuki i życzyć Gerardowi jak najszybszego powrotu do zdrowia i na boisko.

Co godne podkreślenia. Mimo bólu, Badia skacząc na jednej nodze przebył około 70 metrów, by podziękować kibicom Piasta za doping. I jak tu go nie kochać?