Sekcja szermiercza Piasta Gliwice słynie, nie tylko w naszym kraju z pracy z młodzieżą. Wychowankowie gliwickiego klubu od lat zdobywają  medale  na wszystkich, najważniejszych imprezach szermierczych włącznie z Igrzyskami Olimpijskim, Mistrzostwami Świata i Europy. Do niedawna jednak w klubie  szkoleniem kolejnych pokoleń zawodniczek i zawodników zajmowali się wyłącznie mężczyźni. Od kilku miesięcy w hali przy ul Warszawskiej można  spotkać urodziwą, młodą blondynkę, która wskakuje w czarny, charakterystyczny dla trenera strój szermierczy i uczy jak władać szpadą  adeptów tej sztuki walki. Kim jest ta dziewczyna?

 

Na półce w jej domu leżą trzy medale Mistrzostw  Polski, dwa złote i jeden brązowy. Stawała też na podium Pucharu Europy. Na zawodach w Danii była druga, w Niemczech zajęła trzecie miejsce. Trofeów  wywalczonych  na mistrzostwach Śląska czy innych turniejach nie liczy. Na razie jednak kolejnych nie przybędzie, bo mimo, że  bohaterka tego artykułu  ma tylko 22 lata, musiała przerwać karierę zawodniczą –  Niestety dopadły mnie  kontuzje. Na początku posypały się kolana. Za szybko trochę urosłam. Ostatnio też kręgosłup sprawiał problem. Na razie więc podjęłam decyzje, że występować na planszy nie będę, a spróbuję swoich sił jako trenerka. – wyjaśnia nam Ania Nycz, główna postać naszej opowieści.

Ci, co przychodzą na halę szermierczą przy ul Warszawskiej, gdy odbywają się zawody, bez trudu rozpoznają panią Anię. Wysoko, zgrabna blondynka od razu rzuca się w oczy. Wzrost odziedziczyła po tacie, Krzysztofie, który także w przeszłości uprawiał tą dyscyplinę sportu, urodę po mamie, która  też czasem bierze szpadę do ręki, ale na zajęciach dla szermierczych dinozaurów. Cały klan  Nyczów zresztą ma pociąg  do białej  broni. Starsza siostra Joanna ćwiczyła i walczyła w niedalekiej przeszłości. Młodsze – Magdalena i Aleksandra też już mogą pochwalić się dobrymi wynikami na zawodach dla dzieci i młodzieży. Największe jednak sukcesy odnosi, doskonale znany, przynajmniej tym, co interesują się szermierką, młodzieżowy Mistrz Europy – Mateusz Nycz.

Anię ciągnęło jednak na halę i do szpady. Nie chciała się pogodzić z faktem, że musi zakończyć przygodę z szermierką,  dlatego też… – Skończyłam kurs instruktorski na AWF w Katowicach, który trwał pół roku. Nie było łatwo, trzeba było się uczyć, nie wszyscy zdają egzamin teoretyczny i praktyczny, ale mam już odpowiednie papiery, by pracować z młodzieżą – zdradza nam Nyczówna.

Jak w każdym zawodzie czy dyscyplinie, młoda instruktorka  musi zaczynać pracę od podstaw, czyli od szkolenia młodzieży. – Ostatnio do sekcji przyszło kilkanaście nowych dzieciaków. Nimi się właśnie zajmuję. Są wieku  od 6 do 14 lat. Sprawia mi to jednak ogromną radość. To duża satysfakcja widzieć jak robią postępy, uczą się posługiwać szpadą. Już miałam nawet okazje być z nimi na pierwszych zawodach. Cieszę się razem z nimi, gdy wygrywają, a płaczę, gdy coś im nie wyjdzie – uśmiecha się Nyczówna.

Od razu więc pytamy jak wygląda trening przyszłych mistrzów? – Na początek rozgrzewka, ćwiczenia ogólnorozwojowe, praca nóg. Przez pewien czas, na sucho ćwiczą postawę szermierczą, a  gdy już to poznają, to przebierają się w mundurki i zaczynają ćwiczyć walkę.

Kobiety lub jak kto woli dziewczyny w wieku 22 lat, mają mnóstwo pomysłów jak  zagospodarować wolny czas. Ania natomiast, jak nam zdradza,  pięć dni w tygodniu spędza w hali. Nie tylko uczy szermierki, ale i aerobicu. Wieczory i weekendy mijają jej na nauce, a dopiero gdy z tym się upora, myśli o innych przyjemnościach.  Ktoś by pewnie pomyślał, że taki instruktor musi zarabiać dożo kasy, skoro decyduje się an takie poświęcenia –  Nic z tych rzeczy –   uśmiecha się Maciej Chudzikiewicz – Bardzo ciężko jest przekonać młodych ludzi do pracy trenera, szczególnie w szermierce, bo to ciężka praca. To nie jest tylko przekazanie informacji, ale i spory wysiłek fizyczny. Trener musi ubrać się odpowiednio grubo, aby trafienia nie były bolesne. Jak ma się takich  czterech, pięciu podopiecznych,  to trzeba tego potu naprawdę wylać sporo. A płace dla młodych instruktorów  w Polsce, nie tylko w szermierce są  śmiesznie niskie. Mówię tutaj o szkoleniu początkowym. Nikt nie chce się do tego  garnąć – wtrąca słuchający naszą rozmowę z instruktorką  – fechmistrz Piasta.

Czemu więc pani Ania zdecydowała się poświecić  pracy szkoleniowej – Zdecydowanie dla satysfakcji. Chciałam też pomóc trenerom , bo już są w sile wieku. Ktoś musi w to wejść od początku, powoli i z czasem ich zastąpić. Jestem pierwsza, ale może ktoś  z młodszych kolegów się zdecyduje, albo nawet ktoś z zewnątrz przyjdzie  z czasem przyjdzie – wyjaśnia młodsza siostra Mateusza Nycza.

Pani Ania ma ten komfort, że może liczyć na pomoc doświadczonych szkoleniowców – Trenerzy chętnie się dzielą ze mną swoją wiedzą, czasami nawet zatrzymują treningi i poprawiają, pouczają. Mam  w domu już całą teczkę notatek.  Na kurskie nie wszystko dało się zapamiętać. A tu na sali uczę się na bieżąco, z dnia na dzień – mówi instruktorka.

Szermiercza hala to wyjątkowe miejsce. Trenerów rozpoznaje się po ciemnych strojach. Zawodniczki i zawodnicy ćwiczą w białych kostiumach. Nie tylko jednak dla samej , sportowej satysfakcji tam się przychodzi – Tu jest naprawdę miło i  sympatycznie. Nie ma smutnych dni na sali. Nawet jak ma się zły humor, to przychodzi się na salę i zaczyna trening, albo porozmawia z trenerami. Zawsze mają coś ciekawego i śmiesznego do powiedzenia. Razem  z koleżanką prowadzimy specjalny zeszyt, gdzie zapisujemy ich złote myśli. Kiedyś to wydrukujemy i będzie hit – śmieje się pani Ania.

Ustaliliśmy już, że ze szkolenia młodzieży wyżyć się nie da. Z czego więc będzie utrzymywać się nasza bohaterka, gdy zakończy edukację – Studiuję w Wyższej  Szkole Bezpieczeństwa Narodowego. Można potem pracować w policji, straży granicznej, wojsku. Mi się marzy jednak praca w biurze kryminalnym, przy  fotografii dowodowej, ale co będę robić, to się dopiero okaże. Na razie chciałabym  jeszcze wystartować w Akademickich Mistrzostwach Polski. O ile lekarz i fechmistrz pozwolą – mówi 22-latka.

O tym czy Anna Nycz zostanie trenerką, przekonamy się dopiero za jakiś czas. Maciej Chudzikiewicz widzi  ją w tej roli, ale – Ania ma bardzo dobre podejście do dzieci. Lubią ją, ona ich. Jeśli wytrwa, to będzie z niej dobra trenerka. W tym fachu najtrudniej jest pogodzić to z pracą zawodową. Na hali trzeba meldować się 3-4 dni w tygodniu, w weekend jeździć na zawody. Kilku dobrych zawodników, co zakończyło już kariery próbowało tego zawodu, ale  mimo chęci i zapału nie pogodzili tego z pracą zawodową. Oczywiście przed nią  bardzo dużo pracy i nauki. Życzę Ani powodzenia, będziemy jej pomagać – wyjaśnia i deklaruje doświadczony fechmistrz.

A my będziemy się z uwagą przyglądać nowej nadziei gliwickiej szkoły szermierczej i jej młodym zawodnikom.

Anna Nycz i jej podopieczne na ostatnim treningu – Jadwiga Jeziorańska, Bernadeta Majgier i Klara Majgier

Rozmawiał: Grzegorz Muzia
Foto – własne