Ryszard Majka urodził się 24 marca 1934 we Lwowie. Jego rodzice, zresztą jak tysiące  innych przesiedleńców musieli opuścić rodzinne miasto i wyemigrować na zachód, tj. do Polski.  11 letni wtedy Majka trafił do Gliwic, gdzie mieszka po dziś dzień. Nikt nie miał wątpliwości , że pasją nastolatka jest sport. Mały Ryszard był ruchliwy i żywiołowy, bowiem tyle samo czasu spędzał na boiskach co w szkolnej ławce. –   To prawda, tak było, ale w tamtym czasie wszyscy w zasadzie grali w piłkę, ale na podwórku, bo boisk nie było – uśmiecha się Majka senior. Jak się coś robi z pasją i poświęceniem , to kwestią czasu jest, kiedy zrobi się kolejny krok naprzód. Nie inaczej było i w przypadku naszego bohatera.  – W takiej podwórkowej gierce wypatrzył mnie przypadkiem trener, niestety nie pamiętam już jego nazwiska, zaprosił mnie na trening i tak to się zaczęło – wspomina początek przygody z profesjonalnym już prawie futbolem pan Ryszard.

A te pierwsze piłkarskie kroki młody wówczas Majka stawiał na stadionie przy ul. Okrzei, a w jakim klubie? –  Nazwy klubów  tak często się wtedy zmieniały, że sam już nie wiem, gdzie zaczynałem.  W krótkim czasie trenowałem w  Budowlanych, potem w „Stali”, potem znów był Piast – wymienia były piłkarz.  Podpowiadamy – Przygodę z piłką  zaczął w Budowlanych, Było to w roku 1949 r. Cztery lata później zasilił  szeregi Piasta, który właśnie rozpoczął rozgrywki w nowo powstałej III lidze. Takie były początki kariery naszego bohatera.

Wtedy też  przyszły pierwsze występy – Od razu jak zostałem zauważony, wystawiono mnie w pierwszym składzie. Chodziłem wtedy do

Na porannym rozruchu

technikum. Pamiętam, że cała moja klasa przychodziła na mecze. Niejednokrotnie załatwiałem kolegom bilety, gdyż brakowało im na nie pieniędzy, a wszyscy chcieli mi kibicować – opowiada Ryszard Majka.

A, atmosfera? –   Była wspaniała. Przecież myśmy tworzyli konglomerat różnych nacji, bo w zespole byli i Lwowiacy i Ślązacy. Organizowaliśmy wtedy różne turnieje w szachy czy ping-ponga, a zwycięzcy otrzymywali drobne upominki. Z trenerów , którzy wtedy z nami pracowali, najmilej wspominam bardzo skromnego, a wartościowego człowieka, byłego piłkarza Polonii Bytom- Henryka Skromnego, podobnie Włodarza, Metzgera. Słowem była to wielka przygoda, która ślad pozostawiła na całym moim życiu”.

W 1953 r. nowym sternikiem „Stali” Gliwice   został były bramkarz Piasta – Mieczysław Środziński. Po kolejnej reorganizacji rozgrywek piłkarze zakwalifikowali się do nowo utworzonej katowickiej ligi wojewódzkiej, która po śmierci Józefa Stalina zmieniła nazwę na stalinogrodzką (stolica naszego województwa przez trzy lata nosiła nazwę Stalinogród). Zwycięzcy dwóch lig wojewódzkich (katowickiej i krakowskiej) oraz sześciu lig międzywojewódzkich (warszawskiej, gdańskiej, poznańskiej, wrocławskiej, rzeszowskiej i łódzkiej) mieli walczyć o trzy miejsca w II lidze. Do III ligi katowickiej zakwalifikowano 14 drużyn z województwa katowickiego (bez Częstochowy), w tym „Stal” GZUT Gliwice. Jednym z piłkarzy którzy mieli zaszczyt zagrania w pierwszym meczu na tym poziomie rozgrywek był Ryszard Majka. Okazuje się, że nie aspekt sportowy był wówczas najważniejszy, ale tak prozaiczne rzeczy jak brak piłki – Piłka często była dziurawa, trzeba było ją pompować, nie kupowano nowych, ale  wstawiano  łaty w skutek czego robiła się często bezkształtna. Jak się taką piłką dostało w głowę to można było stracić przytomność. Czasy generalnie były ciężkie, brakowało strojów, a  w zasadzie wszystkiego. Pamiętam że zaraz po przyjściu, klub zakupił mi garnitur żebym jakoś wyglądał. Treningi odbywały się  trzy  razy w tygodniu. Byliśmy wtedy zwalniani z pracy, by móc w nich uczestniczyć. Jeśli chodzi o szatnie to było różnie, czasem była ciepła woda, czasem nie, wielokrotnie wracało się do domu i tam dopiero się kąpało – wdycha bohater naszego felietonu.

Przed meczem

Pierwszy jego sezon w barwach Piasta zakończył się niezłym wynikiem, zespół uplasował się na 4 miejscu. Dla Ryszarda Majki był to jednak niezwykle udany rok, gdyż rozegrał wszystkie 26 ligowych spotkań. Nie tylko z takimi problemami musieli się zmierzyć trenerzy i zawodnicy. Dla przykładu na mecze  jeździło się ciężarówką  – To był zdezelowany  star z plandeką –  uśmiecha się na to  wspomnienie prawy łącznik  Piasta  –  W środku stały ławki. Strasznie trzęsło, bo na dziurawych drogach resory szybko siadały.  Czasami trzeba było uciekać zaraz po meczu, bo publiczność wrzucała nam trawę do auta. Kibice w tamtym okresie nie zawsze należeli do spokojnych, zdarzało się nawet, że rzucali w nas butelkami.– podkreśla pan Ryszard.

W styczniu  1957 r. przywrócono klubowi nazwę „Piast”. W tym samym roku też Piastunki  po raz pierwszy zagrały w  II lidze, gdzie dostały się… kuchennymi drzwiami. Rok wcześniej w 1956  Piast, zdobył mistrzostwo Śląska, co uprawniało do wystąpienia w barażach o II ligę. Bezpośrednio  nie udało się wywalczyć awansu, ale PZPN podjął decyzję  o powiększeniu II ligi, co pozwoliła na dokooptowanie „Piastunek” na zaplecze ekstraklasy. 31 marca 1957 na stadionie przy ul. Robotniczej zjawiło się  10 tys., widzów, pięć razy więcej niż mogły pomieścić trybuny.

Oprócz Majki grali tak znani piłkarze jak Gałeczka, Brychczy, Urbańczyk czy Stach. Inauguracja zakończyła się sukcesem, gdyż gliwiczanie wygrali 2:1. Dziś pierwszoligowy piłkarz martwi się tylko tym, jak optymalnie przygotować się do kolejnego meczu. W 1957 roku tak słodko nie było – Pracowaliśmy normalnie na etatach, na treningi i mecze byliśmy zwalniani.  Dostawaliśmy jednak też trochę pieniędzy z  klubu, były też premie. Wydaje mi się że Ci, którzy strzelali bramki dostawali dodatkowe punkty w ocenie, co przekładało się na dodatkowe premie finansowe. Ja byłem kapitanem, dostawałem trochę więcej, chłopaki którzy siedzieli na ławce dostawali mniej. Jednak z czasem poprosiliśmy o zmianę tych zasad, tak  aby każdy dostawał po równo. Ważniejsze od pieniędzy była   dobra atmosfera i przyjaźń – podkreśla Majka – Po zwycięskich meczach nie było ekstra premii,  natomiast byliśmy zapraszani wraz z naszymi rodzinami do Bagateli na Rynku, gdzie organizowane były przyjęcia na których świętowaliśmy sukcesy. Te przyjęcia były skromne, ale bardzo przyjemne. Byli trenerzy, prezes, – wyznaje  Ryszard Majka.

. Ten debiutancki sezon Piast zakończył ostatecznie na wysokim, trzecim miejscu. Królem strzelców został natomiast bezdyskusyjnie Ewald Dera z

Już na drugoligowych boiskach

dorobkiem 19 goli. Ryszard Majka 16-krotnie wybiegał na boiska w pierwszym drugoligowym sezonie „Piasta”. W latach 1958 i 1959 r. Piast zajmował odpowiednio 7 i 4 lokatę. Ryszard Majka umocnił swoją pozycję w zespole. W obu tych sezonach rozgrywa po 17 spotkań. W roku 1959 pojawiła się „ szansa awansu do ekstraklasy, która została jednak zaprzepaszczona w przegranym 0:3 meczu ze Stalą Rzeszów.” W roku 1960 znów wysokie 3 miejsce. Tym razem do awansu gliwiczanom brakło 4 punktów W tym że roku pan Ryszard był  już na pierwszym w ilości rozegranych spotkań. Wystąpił  bowiem we wszystkich 22 meczach. Gliwickie „Nowiny” tak podsumowała rok tego piłkarza: „Ryszard Majka jeden z najlepszych piłkarzy Gliwic, bez względnie najlepszy w tym sezonie we wszystkich meczach. Zadziwia ofiarnością. sumiennością i niezwykle równą formą.

W 1961 roku w pierwszym plebiscycie Nowin Gliwickich na najlepszego sportowca ziemi gliwickiej, Ryszard Majka zajął piąte miejsce. Rok później, ogólnopolski magazyn „Piłka Nożna” umieścił go w 10 najlepszych prawych łączników w kraju.   W 1991 r. Ryszard Majka wygrał mercedesa, ale uwaga, nie biegając po boisku, tylko w losowaniu nagród dla nabywców karnetów na mecze z udziałem Górnika Zabrze. – To była dla mnie ogromna niespodzianka. Piast wtedy mocno dołował, a na mecze Górnika chodziłem, choćby z sentymentu, że grał tam przecież przez kilka lat i to z sukcesami mój syn – mówi Majka. Teraz w losowaniach można co najwyżej wygra klubowy gadżet.

Dziś, aby dostać się na nowy stadion Piasta trzeba dać się zeskanować, udostępnić dane, potem przejść szczegółową kontrolę, przebrnąć przez bramofurty, a potem uważać, by kamera nie zarejestrowała niedozwolonego zachowania, bo można zarobić  mandat. Albo nawet stadionowy zakaz. 50 lat temu, było jednak inaczej.  – Na mecze w Gliwicach chodziły całe rodziny , kobiety z wózkami. Nie było strachu.  Na stadionie przy ul. Robotniczej bywało nawet po 10 tysięcy widzów, na stadion XX-lecia natomiast  też często zasiadał komplet, a czasem i więcej. Ludzie przeskakiwali przez płot, siedzieli na drzewach, bo czasem nie było miejsca. Generalnie było spokojnie, ale zdarzało się, ze ktoś się pobił. Wystarczyła jednak interwencja dzielnicowego, aby był spokój – zaznacza nasz rozmówca.

Zawodnicy na mecze jeździli starem

– W czasie, gdy pan Ryszard biegał z opaską kapitana, w Piaście i GKS-sie grały późniejsze sławy polskiego futbolu: Lucjan Brychczy, Józef Gałeczka Jerzy Musiałek, Joachim Krajczy, Joachim Marx Włodzimierz Lubański i legenda gliwickiej piłki Ewald Dera. W 1964 r. miała miejsce fuzja w wyniku której powstał Gliwicki Klub Sportowy „Piast”. Niestety, tuż przed połączeniem klubów większość z w/w odeszła, dlaczego? –    Nikt nie wiedział dlaczego i gdzie odchodzili piłkarze. To wszystko było załatwiane po cichu. Najwięcej chłopaków zabierali do wojska, a potem szli do wojskowych klubów. Jak ktoś błyszczał w Gliwicach to zaraz go zabierali, zresztą  teraz dzieje się podobnie – wdycha Ryszard Majka.

Dlaczego więc Majka został w  Gliwicach – Kiedyś po meczu, gdy trener go omawiał, to powiedział: ja nie wiem który jest Majka , a który Brychczy. Oboje byliśmy mali i trudno było nas odróżnić –  ze śmiechem wspomina tamto wydarzenie pomocnik Piasta. –   Brychczy  poszedł do wojska i zaraz  stamtąd trafił do Legii. Potem grał w reprezentacji , a ja zostałem  w Gliwicach – dodaje Ryszard Majka.

Piłka nożna w domu państwa Majka była  prawdziwym sacrum, zagrać w meczu było ważniejsze niż uczestniczyć w narodzinach dziecka  – Gdy moja córka zaczęła się domagać przyjścia na świat,  mąż zawiózł mnie do szpitala, zostawił  i pojechał na mecz do Krakowa. W jego trakcie  urodziła nam się córka, ale wcale nie byłam zła, bo Piast wygrał tamten mecz. – śmieje się żona pana  Ryszarda.

–  Moje dzieci też odziedziczyły miłość do sportu. Syn Marek podobnie jak ja grał w piłkę. Obecnie piłka nadal jest głównym tematem w naszym domu. Ja piłkę teraz widzę inaczej. Ludzie krytykują wszystko. Mają pretensje do trenerów. A tak naprawdę trener może tylko wprowadzić zasady, nikogo nie nauczy grać. Trzeba mieć wrodzone umiejętności i chęci. Częsta zmiana trenera do niczego się nie przydaje tylko pogarsza sytuację. Jest różnica pomiędzy Brazylijczykami , a Polakami, mamy co innego we krwi, tego się nie da nauczyć, trzeba to jedynie odpowiednio poprowadzić – cierpliwie tłumaczy pan Ryszard.

W 1964 r. – po ośmiu latach obecności na drugim froncie sympatycy gliwickiej „jedenastki” musieli przeżyć gorycz degradacji do III ligi w której to

Helmut Hajn, Fryderyk Mierzwa, Ewald Dera, Ryszard Majka - legendy Piasta

spędził kolejne cztery sezony. Z klubu systematycznie wykruszali się doświadczeni zawodnicy. W roku spadku odeszli między innymi: Ewald Dera, który zakończył karierę oraz Apostel i Skowronek, którzy odbywali służbę wojskową. Zmiana pokoleniowa „wisiała w powietrzu”. Ryszard Majka ostatni raz koszulkę „Piasta” Gliwice założył wiosną 1966 r.

Łącznie na szczeblu centralnym spędził 13 sezonów, rozegrał 236 spotkań przebywając na boisku 20 905 minut, strzelił w tym czasie 14 goli.  Sam jednak twierdzi, że wszystkich rozegranych spotkań włącznie z tymi nieoficjalnymi ma na koncie ponad 500.

Po zakończeniu kariery przez wiele lat był aktywnym działaczem i członkiem klubu. Jeszcze niedawno zasiadał w komisji rewizyjnej. Ryszard Majka był też wielokrotnie odznaczany przez Okręgowy związek Piłki Nożnej „ Z okazji Jubileuszu 50 lat istnienia” Złota Odznaka Honorowa Katowickiego OZPN. Związek wręczył tez ponowne odznaczenie tym razem na 75-lecie w roku 1996/77 Dość szczególne wyróżnienie spotkało Pana Ryszarda w roku 2005. PZPN wynagrodził piłkarza Srebrną Odznaką Honorową Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie mniejszym sentymentem i satysfakcją Ryszard Majka darzy wyróżnienia klubowe: odznaki na 40-lecie, 50-lecie i wreszcie 60-lecie istnienia „Piasta” Gliwice. Wychował również swego następcę. 17 lat później, jego syn  Marek Majka zdobędzie gola, który dał Piastowi awans do finału Pucharu Polski.

Opracowanie – Grzegorz Muzia
Foto: Archiwum Ryszarda Majki/Andrzej Oksztul

 

 

Drugi z lewej - Ryszard Majka

Ryszard Majka z żoną