Do rozpoczęcia rozgrywek w I lidze pozostały już tylko 3 dni. Jako pierwsi na boisko wybiegną zespoły Bogdanki Łęczna i Floty Świnoujście. W tym ostatnim tygodniu w mediach dominują podsumowania okresu przygotowawczego. Dziennikarze obstawiają też swoich faworytów., typują, oceniają. My zapraszamy do lektury tekstu autora Kamila Kwaśniewskiego, który ukazał się w środowym wydaniu popularnego dziennika „SPORT”

Niemalże cztery miesiące przyszło czekać  kibicom na wznowienie  I-ligowych zmagań. Sporo,  zdaniem wielu – po prostu zdecydowanie za długo. – Cały Świat gra, a my czekamy – mówi Marcin Brosz, szkoleniowiec Piasta Gliwice. – Mówi się, że kluby I ligi są biedne, ale jak mają być bogate, skoro przez cztery miesiące nie mogą zarabiać? Jeszcze kilka lat temu to rzeczywiście było niemożliwe, ale wszystko się zmienia. Dzisiaj naprawdę niewiele zostało w tej lidze przestarzałych stadionów. A na te nowe ludzie naprawdę chcą chodzić. A nawet gdyby przyszło przełożyć jeden czy dwa mecze, żaden z kibiców nie miałby tego za złe. Proszę spojrzeć: gdy na boiskach klubów ekstraklasy zalegał śnieg, kibice przyszli i pomogli go usunąć. Nie wierzę, że na taką pomoc swoich fanów nie mogłyby liczyć kluby w I lidze, grajmy jak najwięcej! – apeluje trener gliwiczan. Ale że tej zimy wszystko było (jeszcze?) po staremu, to I-ligowcy musieli sobie radzić jak mogli…

Trochę egzotyki

Najłatwiej przychodziło to tym, których stać było na zagraniczne zgrupowania. Kiedy  rywale chwytali za łopaty i odgarniali ośnieżone boiska, oni  mieli do swojej dyspozycji  temperatury, jakich w Polsce nie ma czasem nawet latem. Przeważał kierunek turecki, obrany przez Pogoń Szczecin, Wartę Poznań i Polonię Bytom, ale naszych piłkarzy widzieli też – za sprawą Zawiszy Bydgoszcz – na Cyprze i  w Hiszpanii, którą wybrał wspomniany już Piast.

Śląska drużyna postarała się też chyba o najciekawszych sparingpartnerów choćby ukraińskie Dnipro Dniepropietrowsk i norweski Lillestroem SIC Byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby w ostatniej chwili z gry nie wycofały się chiński Shandong Luneng Taishan i hiszpańskie Elche CE Różnorodność w doborze sparingowych rywali – trzeba przyznać – spora..

Medialnie było, ale…

Zagraniczne zgrupowania szły też w parze z ciekawymi transferami, ale niekoniecznie już dużymi zasobami gotówki, bo przecież Polonia Bytom – kiedy w końcu zdjęto z niej zakaz transferowy – mimo problemów finansowych, kontrakty podpisywała aż miło. Ba, podpisywała je z piłkarzami o poważnych i poważanych nazwiskach, jak Marcin Cabaj, Hermes czy David Kobylik. Inni od zagranicznych zawodników też nie stronili. W Zawiszy Bydgoszcz chcieli przy tym być medialni i stąd na testach w beniaminku pojawił się Victor Agali. Nigeryjczyk, niegdyś strzelający bramki dla Schalke 04 Gelsenkirchen i reprezentacji swojego kraju, miał straszyć ligowych przeciwników wiosną, ale raczej… przestraszył swoją formą (należałoby powiedzieć – jej brakiem) ludzi z Bydgoszczy. I jeszcze zimą Zawisza ze swojego pomysłu szybko się wycofał. Medialnie było więc tylko przez moment.

Ludzie po przejściach

W ogóle w tym okienku transferowym kluby nie bały się stawiać na zawodników będących na zakrętach swoich karier. W przypadku Alvaro Jurado, nowego pomocnika Piasta, chodziło tylko o spore zaległości w treningach. Paweł Strąk na dodatek musiał udowodnić jeszcze sztabowi szkoleniowemu Zawiszy, że przypięta mu łatka lenia i sportowca ociężałego to mit. Trenerów bydgoskiej drużyny przekonać ostatecznie zdołał, ale czy uda mu się też z kibicami?

Takiego kota w worku nie chciał natomiast Marcin Sasal, opiekun Pogoni. Tym samym wybierał zawodników, których kondycję – na ekranach telewizorów – śledziła jesienią cała piłkarska Polska: Adrian Budkę i Hernaniego. Z takimi wzmocnieniami „portowcy” nie powinni walczyć o powrót do ekstraklasy, powinni resztę stawki wręcz zdemolować

Alvaro Jurado i Fernandez Cuerda znaleźli się w jedenastce „Sportu” najbardziej spektakularnych transferów I ligi

źródło/ SPORT