Najwcześniej tej wiosny rozgrywki zainaugurują rezerwy gliwickiego Piasta, Już 7-go marca druga drużyna rozegra półfinałowy mecz w Pucharze Polski na szczeblu podokręgu. Rezerwiści zmierzą się z Przyszłością Ciochowice. Jeszcze jakiś czas temu takie wydarzenie przeszłoby bez większego echa, ale my poświecimy mu więcej uwagi ze względu na trenera Przyszłości – Marka Majkę. Chyba każdemu kibicowi z Gliwic, który  ukończył 40 rok życia nazwisko Majka kojarzy się z tłustymi latami Piasta.  W latach 60-tych czołową postacią drużyny z Okrzei był Ryszard Majka. O nim jednak opowiemy w innym artykule.  Marek Majka to jego syn i jeden z najlepszych wychowanków Piasta przełomu lat  70-tych i 80-tych XX wieku.

 

Dokładnie w  dzień dziecka, 1-go czerwca 1977 roku w środę w 46 min meczu z   Moto-Jelcz Oława na boisku pojawił się  ledwie 18 letni Marek Majka. Majka-junior po przerwie zastąpił Kazimierza Gontarewicza.  Zawodnik  nie zapisał swojego premierowego występu złotymi zgłoskami, bo Piast uległ Oławie na jej terenie  1-2.  Przez większość sezonu na boisko wchodził z ławki rezerwowej. 22 kwietnia 1978 r, także grając przeciwko Oławie strzelił swoją pierwszą bramkę w II lidze. Ten gol dał Piastowi wyrównanie. – Urodziłem się w Gliwicach. W Piaście zaczynałem jako trampkarz, był to rok 1971 o ile dobrze pamiętam. Potem przeszedłem wszystkie szczeble szkolenie i w tym klubie zadebiutowałem jako piłkarz. Cóż więcej dodać, to się zaczęła moja wspaniała przygoda z piłką – wspomina w jednym z wywiadów Majka.

Głośno w całej Polsce  o tym utalentowanym  napastniku zrobiło się zanim jednak zdobył pierwszego gola w lidze.  W trzeciej rundzie rozgrywek o Puchar Polski sezonu 1977/78 los przydzielił Piastowi ówczesnego wicelidera I ligi ŁKS Łódź. Mecz był rozgrywany w Gliwicach na stadionie XX-lecia. Już w 5 min, po świetnym rajdzie Ledwonia, jeszcze  junior – Majka zdobył pierwszą bramkę, otwierając wynik  tego pucharowego pojedynku. To nie był jednak koniec popisu wschodzącej gwiazdy gliwickiej piłki. W 24 min tego meczu, Majka niczym stary piłkarski wyga, ograł obrońcę ŁKS, wyciągnął bramkarza z linii i podwyższył wynik na 2:0 podbijając serca gliwickich fanów na lata.  Piast m.in. dzięki jego nieprzeciętnych, strzeleckich umiejętności dotarł  do pierwszego w historii finału Pucharu Polski.

Przez kolejne pięć lat  ten urodzony w Gliwicach piłkarz był postrachem bramkarzy, przyjeżdżających na stadion przy ul. Kujawskiej lub Okrzei. Rozegrał w tym czasie 135 spotkań z tego 90 w pełnym wymiarze czasowym. Na boisku przebywał przez 9 678, min  strzelając w tym czasie  21 goli.

W 1983 roku Piast po raz drugi dotarł do finału  Pucharu Polski, a Majka już nie jako junior miał w tym swój wielki udział.   W drugi dzień kalendarzowej jesieni 1982 roku  na stadion XX-lecia zawitała Gwardia Warszawa z najlepszym wówczas atakiem w Polsce: Baran – Banaszkiewicz – Dziekanowski.  Tak przynajmniej reklamowano wtedy ten mecz (Dziekanowski  nie zagrał wtedy). Na trybunach zasiadło kilka tysięcy kibiców, dla których w tym trudnym okresie represji związanych ze stanem wojennym oglądana na żywo piłka nożna  była jedną z nielicznych rozgrywek.

Już 8 minut po pierwszym gwizdku sędziego zespołem, który mógł pochwalić się najskuteczniejszym atakiem w kraju była nie Gwardia, ale  Piast. W 3 min wynik spotkania otworzył Andrzej Kloza, a w 4 i 8 min na listę strzelców wpisał się Marek Majka. Trzy ciosy w przeciągu 5 minut zadane Gwardii są do dziś  niepobitym, pucharowym rekordem. Szaleństwo Majki trwało dalej. W półfinałowym meczu z Lechem Poznań to po jego strzale głową Piast pokonał „Kolejorza” 1:0  i po raz drugi awansował do finału Pucharu Polski. Trofeum nie udało się zdobyć, ale otworzyło to drogę do kariery kolejnemu wychowankowi Piasta.

Po tym sezonie Majka przeszedł do Górnika Zabrze, za co kibice mieli do niego pretensje, ale teraz wiemy, że w Gliwicach szans na zrobienie kariery nie miał. W Górniku mu się to udało  – Wiadomo, że piłkarze, którzy odchodzili z Piasta do Górnika, przestawali być wielkimi przyjaciółmi gliwickich kibiców. Mój transfer to była jednak normalna kolej rzeczy.  Oceniam swoje przejście z Gliwic do Zabrza jako najlepszy krok w moim życiu. Życzyłbym każdemu piłkarzowi, aby osiągnął takie sukcesy jak ja w Górniku. Cztery tytuły mistrza Polski z rzędu to przecież rzadkość i nigdy bym nie przypuszczał, że to może spotkać akurat mnie – opowiada Majka.

Górnik był długim, ale tylko kolejnym przystankiem w karierze tego napastnika. W 1988 Majka wyjechał do Niemiec stając się  podstawowym piłkarzem klubu z II niemieckiej ligii – S.C. Freiburg. Tylko w dwóch sezonach zdobył dla tej drużyny 21 goli. Przez kolejne trzy sezony bronił barw SV Oberweier 1910.

W 1994 roku Majka podjął decyzję o powrocie do Polski. Piasta Gliwice w tym czasie  nie było na sportowej mapie Polski, a Majka czuł się na tyle jeszcze silny, że został piłkarzem Odry Wodzisław. Tęsknota za domem i gliwickim boiskami zwyciężyła. Już jesienią 1994 roku Marek zostaje grającym asystentem Jerzego Klejnota, wówczas trenera  Carbo Gliwice. Wkrótce Carbo zrobi awans do III ligi. Setki fanów Piasta tylko ze względu na jego osobę jeździło co dwa tygodnie do Ostropy, by dzięki Majce, wspominać złote lata wówczas nieistniejącego teamu z Okrzei.

W życiu sportowca  jednak jest taki moment, że trzeba zdjąć piłkarskie  buty i zawiesić je na kołkach.  Majka miał już wtedy stosowne papiery , by prowadzić zespól, ale było mu brak doświadczenia. Mimo to został asystentem w Górniku Zabrze, a potem samodzielnie objął trzecioligowy  wówczas zespół Błękitni Kielce.  Działacze z Kielc zrobili jednak psikusa Majce, bo w 2000 roku Błękitnych połączono z Koroną, a dla niego w nowym klubie zabrakło miejsca.

30 maja 2001 roku, na bocznym boisku przy Roosvelta pierwszy zespół Piasta, prowadzony przez Fryderyka Cholewę  pokonał rezerwy Górnika 2:1. Na ławce trenerskiej zespołu z Zabrza siedział wówczas Marek Majka. Dwa miesiące później objął posadę trenera pierwszego zespołu Piasta. – Jestem gliwiczaninem. Tu się wychowywałem, tu mieszkam. Piasta darzę ogromną sympatią, przecież w tym klubie stawiałem swoje pierwsze piłkarskie kroki. Niestety był taki okres, kiedy to Piast zniknął z piłkarskiej mapy Polski, ale od czasu gdy reaktywował się zespół seniorów na bieżąco śledzę wyniki tej drużyny, cieszyłem się z każdego awansu, bywam na meczach, obserwuję zawodników i gdy otrzymałem propozycję prowadzenia zespołu już w III lidze, nie wahałem się ani przez chwilę  i nie ukrywam, że przyjąłem ją z wielką radością. Po wielu latach tułaczki, po Polsce, po świecie znów wróciłem do Piasta – dzielił się nieukrywaną radością wtedy z Piast.Gliiwce.pl Marek Majka.

Majka w przerwie letniej podjął się nie łatwego zadania zbudowania trzecioligowej drużyny na bazie zawodników z łapanki. W sparingach wówczas zagrało ponad 50 kandydatów na piłkarzy. Jego  debiut, jako szkoleniowiec klubu, którego był wychowankiem nie był udany. Po czterech kolejkach w III lidze gliwiczanie mieli na koncie ledwie jeden punkt i zamykali ligową tabelę.  Majkę zastąpił Marcin Bochynek, który nic wielkiego z tą ekipą nie zrobił.   Marcin Żemaitis, ówczesny członek zarządu Piastunek przyznał, ze decyzja o jego zwolnieniu była zbyt pochopna.  Majka został  pomocnikiem  Bochynka, ale tylko do końca rundy. Potem próbował swoich sił winnych klubach. Wróci do Gliwic w 2003 roku, zostając w pierwszym sezonie po powrocie na drugoligowe boiska asystentem Józefa Dankowskiego. Doskonale rozumiejący się duet zdołał bezpiecznie utrzymać niebiesko-czerwonych na zapleczu Ekstraklasy.  W kolejnym sezonie jednak po porażce z Widzewem Łodzi obu szkoleniowców odwołano  ze swoich funkcji. Dankowski został przesunięty do pracy z młodzieżą, Majka przejął drużynę rezerw.

Prowadzenie zespołu z ligi terenowej nie było jednak szczytem marzeń już posiadającego spore doświadczenie trenera. Marek Majka pakuje walizki i wyjeżdża na Lubelszczyznę, by najpierw zostać drugim trenerem Orląt z Radzynia  Podlaskiego, a potem samodzielnie wprowadzić ten zespół do III ligi, utrzymać go na tym poziomie rozgrywek. Dwukrotnie też zdobył z tym zespołem Puchar Polski na szczeblu LZPN.

To był udany okres w pracy zawodowej wychowanka Piasta, ale w zakładach mleczarskich w Radzyniu, głównego  sponsora klubu i w którym Majka była zatrudniony na etacie  szefa straży pożarnej zmienił się prezes, który nie chciał już finansować piłki na takim poziomie jak dotychczas.

Marek wraca do Gliwic, by w 2011 roku objąć zespół czwartoligowej Jedności Ciochowie. Drużyna ta gra w niewielkiej wiosce położonej pomiędzy Pyskowicami a Toszkiem. Nie przeszkadza to jednak Majce, by po rundzie jesiennej zajmować w tabeli II lokatę z realnymi szansami na awans do wyższej ligi.

Opracowanie: Grzegorz Muzia/Gerard Kędziorski
Foto: Archiwum własne/Andrzej Potocki

 

Rok 1983

Marek Majka, dolny rząd, drugi od lewej

Kariera trenerska: Carbo Gliwice (asystent, III i IV liga), Górnik Zabrze (asystent, Ekstraklasa), Błękitni Kielce (III liga), Górnik II Zabrze (IV liga), Piast Gliwice (III liga), KS Kędzierzyn-Koźle (IV liga), Podbeskidzie Bielsko-Biała (asystent, II liga), Piast Gliwice (asystent, II liga), Orlęta Radzyń Podlaski (najpierw asystent, potem samodzielnie; awans do III ligi, 4. miejsce w III lidze grupie IV, dwukrotnie Puchar Polski na szczeblu LZPN)

Kariera zawodnicza

1976/77  Piast Gliwice
1977/78  Piast Gliwice
1978/79  Piast Gliwice
1979/80  Piast Gliwice
1980/81  Piast Gliwice
1981/82  Piast Gliwice
1982/83  Piast Gliwice
1983/84  Górnik Zabrze 29 4
1984/85  Górnik Zabrze 30 6 mistrzostwo
1985/86  Górnik Zabrze 30 10 mistrzostwo
1986/87  Górnik Zabrze 25  9 mistrzostwo
1987/88  Górnik Zabrze 23 2 mistrzostwo
1988/89  SC Freiburg 33 10
1989/90  SC Freiburg 24 11
1990/91  SC Freiburg 4 0
1991/92  SV Oberweier 1910
1992/93  SV Oberweier 1910
1993/94 (j)  SV Oberweier 1910
1993/94 (w) Odra Wodzisław Śląski
1994/95  Carbo Gliwice
1995/96  Carbo Gliwice liga polska