Ci, którzy pamiętają go z boiska zapewniają, że do dziś nie narodził się nikt, kto mógłby mu dorównać. – Myślę, że strzeliłem głową ponad połowę bramek w całej karierze! Gdy patrzę na stare zdjęcia to czasami sam się dziwię, jak taka pchła mogła się tak wysoko oderwać od ziemi – uśmiecha się 72-letni Gałeczka. Józef Gałeczka to kolejny wychowanek Piasta, który właśnie w gliwickim klubie uczył się piłkarskiego rzemiosła. Imponował szybkością, wyskokiem do górnych piłek i sprytem w sytuacjach podbramkowych. Ponad połowę swoich bramek zdobył głową, mimo że nie był zbyt wielkiego wzrostu.

O mało co, a nie zostałby  bramkarzem –  To przesada  (śmiech), ale prawdą jest, że stałem między słupkami. Imponowało mi, że bramkarz to sam może wygrać mecz. I tak w trampkarzach czy nawet juniorach Unii Gliwice w jednej drużynie stałem na bramce, a w drugiej strzelałem gole w ataku. Dosyć długo to trwało, aż do meczu, w którym puściłem sześć goli. Mieliśmy wtedy bardzo słabą obronę i ciągle ktoś jechał ze mną sam na sam. Wkurzyłem się wtedy i rzuciłem bramkarskimi rękawicami. Pomyślałem – jak ktoś ma strzelać gole, to będę to ja!

W pierwszym zespole Piasta zadebiutował w 1956 r. a było to jeszcze w III lidze. Zagrał wprawdzie tylko w 6 meczach, ale aż 5 razy wpisał się na listę strzelców. – Gdy miałem 16 lat zdarzało mi się już grać w pierwszej drużynie Piasta Gliwice. Wiedzieli o tym wszyscy nasi sąsiedzi, tylko nie moja mama. Pamiętam jak przed jakimś meczem dorwała ją sąsiadka i dopytywała się, czy idzie na stadion oglądać syna. – A co mnie to dziwne, że z łebkami piłkę kopie – machnęła ręką matka. – Z jakimi łebkami?! W pierwszym składzie gra – nie dawała za wygraną sąsiadka. Po powrocie domu dostałem burę. – To prawda, że grasz ze starszymi?! Daj sobie synek spokój, bo ci jeszcze nogi połamią. Dobrze ci radzę – pogroziła palcem – wspomina Gałeczka.

Zazwyczaj wchodził na zmiany, aż do baraży o miano najlepszej drużyny na Śląsku. W drugim meczu zdobył obydwie bramki, które dały Piastowi tytuł mistrzowski. Jak pamięta tamten mecz pan Józef?   –  Jest rok 1956. Gram sobie w juniorach, toczę wałki na tokarce, a moi starsi koledzy z Piasta walczą o drugą ligę z Concordią Knurów. W Gliwicach remisujemy 3:3, a wszystkie gole dla Piasta strzelił Ewald Dera. Po tym meczu do zakładu, w którym pracowałem, pofatygował się trener Edward Metzger, który był opiekunem juniorów. – Rzucaj to żelastwo, wskakuj w dres, jedziesz na zgrupowanie przed rewanżowym meczem w Knurowie – zakomunikował. Tłumaczył, że rywal poznał się na Derze i trzeba go czymś zaskoczyć. No i zagrałem, strzeliłem dwa gole i wygraliśmy 2:1 (śmiech). Po meczu miejscowi kibice chcieli nas zlinczować. Kierowca z Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych zarzucił mi na głowę koc, wpakował do czarnej wołgi i wywiózł ze stadionu. Kolejni piłkarze ewakuowali się na własną rękę. Najbardziej pomysłowy był nasz bramkarz – Franek Stein. Zaraz po końcowym gwizdku – tak jak stał – przeskoczył przez płot i pierwszego napotkanego kibica z Gliwic poprosił o rower. Nikt nie chciał mu dać, więc w końcu zaoferował, że on będzie kręcił, a właściciela weźmie na rurkę. I w taki właśnie sposób Stein wrócił do domu (śmiech).

Po świetnych występach przeciwko Concordii został powołany do reprezentacji Polski juniorów. – W reprezentacji debiutowałem u Kazimierza Górskiego, to było jeszcze w juniorach. Ale byłem dumny, gdy pan Kazimierz nagrodził mnie specjalnymi dyplomami – „Najszybszy” i „Najlepszy technik” – kręci głową Gałeczka.

Przez kilka sezonów razem z Derą i Mierzwą stanowił jeden z najskuteczniejszych ataków  w drugiej lidze. Łącznie w barwach Piasta rozegrał 58 spotkań, zdobywając 15 goli.

Józef Gałeczka był też jedynym piłkarzem Piasta w historii, który strzelał bramki… Chińczykom. 1 maja 1959 r. w Gliwicach, Piast zmierzył się z wicemistrzem chińskiej ligi Shenyang. Był to jeden z nielicznych kontaktów polskiego futbolu z piłkarzami zza Wielkiego Muru. Chińczycy do potęg się nie zaliczali, więc przychylne opinie prasy należało traktować raczej jako przejaw kurtuazji niż rzetelnej oceny. Ale mecz wygrali goście – 3:2. Oba gole dla miejscowych strzelił Józef Gałeczka zaś dla drużyny Shenyang: Gai Zengcheng – 2 i Mu Houren – 1.

Józef Gałeczka ostatni raz w barwach Piasta zagrał 7 maja 1960 w zremisowanym 1:1 meczu przeciwko Garbarni Kraków. Po odejściu z Piasta wyemigrował do Australii, gdzie z sukcesami bronił barw Polonii Melbourne. Przypisywano mu również występy w reprezentacji Australii, co akurat nie jest prawdą (grał tylko w reprezentacjach stanowych). Po powrocie do kraju na długie lata związał się z Zagłębiem Sosnowiec i do dziś pozostaje jednym z najlepszych graczy w historii tej drużyny. W 1978 r. już jako trener razem z Zagłębiem zdobył Puchar Polski, pokonując w finale Piasta Gliwice 2:0. 2-go września 1962 r.  w meczu przeciwko Węgrom w Poznaniu zadebiutował w narodowej reprezentacji. Rozegrał w niej 18 spotkań, strzelając 5 bramek. Ostatni raz koszulkę z Białym Orłem założył 3 grudnia 1966 r. w Jaffie w meczu z Izraelem.

Józef Gałeczka nie zapomniał, gdzie zaczynał swoją przygodę piłką . Gdy Piast w 2001 r. powrócił na trzecioligowe boiska przyjechał do Gliwic na pierwszy mecz. Pan Józef cieszy się dobrym zdrowiem, najczęściej można go spotkać na Stadionie Ludowym w Sosnowcu, gdy gra Zagłębie. To z tym klubem pan Józef święcił największe  sukcesy. Trzy razy prowadził zespół do wicemistrzostwa Polski, cztery razy cieszył się ze zdobycia Pucharu Polski (dwa razy jako trener). Podnosił nad głową Puchar Interligi Amerykańskiej i odbierał trofeum za zdobycie tytułu króla strzelców. Na koniec wprowadził Zagłębie do ekstraklasy.

Józef Gałeczka
Urodzony: 28 lutego 1939 roku w Gliwicach
Wzrost: 166 cm. Waga: 62 kg
Kluby: Unia Gliwice (1953-1954), Piast Gliwice (1956-1959), Polonia North Side (1960), Polonia Sydney (1960-1961), Zagłębie Sosnowiec (1962-1972), FC Boulogne (1972-1973)
Mecze/gole w ekstraklasie: 253/98
Mecze/gole w reprezentacji: 18/5

Opracowanie Grzegorz Muzia/Andrzej Potocki/Gazeta Wyborcza, wywiad z 2009 roku (rozmiawal Paweł Czado)