W niedzielę na zakończenie siedemnastej, kończącej pierwszą część sezonu kolejki o mistrzostwo I ligi, Piast w Bydgoszczy powalczy z tamtejszym Zawiszą być może o tytuł mistrza jesieni. Statystycznie, jest to mecz z gatunku o 6 punktów i to dosłownie. Zawisza wygrywając z Piastem odskoczy od gliwiczan na 6 oczek, a to na półmetku rozgrywek spora przewaga. Jeśli jednak podopieczni Marcina Brosza  pokonają gospodarzy, to nie tylko zrównają się punktami z aktualnym liderem, ale zapewnią sobie świetne miejsce startowe do drugiej części sezonu, w której prawie wszystkie spotkania rozegrają na nowym, własnym stadionie.

Zawisza w tym sezonie gra jako beniaminek I ligi. Bydgoszczanie na zaplecze Ekstraklasy powrócili po ponad 12 letniej przerwie. W sezonie 1997/98 zespól ten wycofał się z rozgrywek i spadł o dwie klasy niżej. Rok wcześniej Piast po jeszcze gorszych przejściach rozpoczynał swój marsz od „B” klasy do Ekstraklasy   Jak na beniaminka, niedzielny rywal Piastunek spisuje się znakomicie. Po 16. kolejkach na koncie tej drużyny jest 30 punktów, co daje im samodzielne prowadzenie w tabeli. Patrząc jednak na potencjał tego  klubu i kadrę, trudno traktować[i] to jako niespodziankę. Podopieczni Janusza Kubota zwolnili ostatnio tempo i od czterech spotkań nie wygrali meczu. – Jedna przegrana spowodowała,  że przyhamowali i to mocno. Mimo że są liderem, mają w głowach,  to że im nie idzie,  psychologicznie jesteśmy więc mocniejsi – uważa Wojciech Kędziora

W Bydgoszczy mają jednak sposób na przełamanie tej niemocy – Musimy się naprawdę mocno skupić przy korzystnych sytuacjach – mówi Paweł Zawistowski. – Sam mogłem mieć ostatnio trzy dobre okazje, kiedy wychodziłem praktycznie sam na sam z bramkarzem rywali, ale nie było dobrego podania. Wówczas zabrakło tylko koncentracji, aby padła bramka. To jest nasz główny problem – zaznacza zawodnik Zawiszy.

Z drugiej strony,  jak wygrać z Zawiszą wie Wojciech Kędziora – Musimy uważać na kontrataki, Zawisza dobrze się  czuje właśnie w takich akcjach. Musimy też być bardziej uważani z tylu. Nie wolno nam  stracić kolejnej głupiej bramki, a ja to się uda zrealizować , to poszukać szansy z przodu –  podkreśla  Kędziora.

Obie strony przystąpią do tego pojedynku osłabione, ale w znacznie mniejszym wymiarze niż jeszcze spodziewano się kilka dni temu. Do Bydgoszczy nie pojadą tylko Lisowski i Podgórski. Do autokaru wsiądą natomiast Szmatuła, Paulauskas i Krzycki. Defensywa Piasta będzie więc w komplecie. W ekipie gospodarzy, za żółte kartki pauzować będzie Krzysztof Hrymowicz. W wyjściowym składzie być może  zastąpi go powracający po przerwie Błażej Jankowski.

Zawisza gra bardziej zachowawczy futbol. Zespół z Bydgoszczy strzelił do tej pory rywalom 19 goli, ale stracił tylko 14. W defensywie jest to więc jedna z lepszych drużyn. Piast ma na koncie aż 25 zdobytych bramek, co stawia ich w gronie najskuteczniejszych zespołów I ligi w ataku, ale po stronie strat jest 23 bramki, co nienajlepiej świadczy o grze w destrukcji.

Marcin Brosz w tym tygodniu zmienił mikrocykl przygotowujący zespół do tego pojedynku. Zawodnicy dostali wolne w poniedziałek i w czwartek. Jednostek treningowych  było więc mniej.  Możemy się domyśleć, ze trenerzy chcieli dać szansę  powrotu do  pełni sił zawodnikom, którzy grali najczęściej. Czy to przyniesie efekt, zobaczymy w niedzielę.

Szansę w tym przypadku można ocenić 60% – 40% dla gospodarzy. Zawiszy będzie sprzyjać liczna publiczność. Na mecze z udziałem tej drużyny regularnie przychodzi ponad 4 tys. widzów. Piast może być magnesem, który przyciągnie ich jeszcze większą liczbę, bo w końcu to pojedynek o miano najlepszej drużyny pierwszej części sezonu.

Grzegorz Muzia
Codziennie nowe wiadomości